Seniorzy

Następny Mecz
Poprzedni Mecz
Najlepszy strzelec
Klęczany 20.09.2020 godz.: 17:00
Ostrów 12.09.2020 godz.: 11:00 4:1
 Dziewit Damian, Papiernik Mateusz  -4 bramki

 


Halo… pobudka bo pociąg odjechał 

Po ostatniej katastrofie w Borowej chodziliśmy struci kilka dni. Wszystko idzie nie tak. Zamiast trzymać się czoła tabeli, jesteśmy daleko i coraz więcej punktów straty do czołówki. Czas nie patrzyć już na tabelę i nie mówić o jakiś przełamaniach tylko zacisnąć zęby i zacząć wyciągać punkty. Pierwsza okazja z rezerwami Lechii.

Gramy w nietypowym terminie bo w sobotę o 11:00. Może i dobrze bo znów upały. Na przeciw sobie stają bracia. Benek (nasz wychowanek) broni bramki Lechii. Po drugiej stronie boiska na skrzydle jego brat Arek a wszystko z trybun obserwuje tata Adam. Początek niemrawy. Sytuacje po obu stronach ale klarownych brak. Z biegiem czasu INTER zdobywa plac i przeważa czego efektem bramki K. Barana i M. Sroki. Do przerwy prowadzimy 2:0

Druga połowa rozpoczyna się od lekkiej przewagi rywala. Daliśmy się nieco zepchnąć do tyłu i oddaliśmy przyjezdnym piłkę którzy  w 60 minucie łapią kontakt. Pamiętamy jednak poprzednie pojedynki i od razu wzięliśmy się do roboty. Najpierw M. Bieś strzela na 3:1 a za chwilę M. Sorka ustala wynik na 4:1. Mogliśmy wygrać wyżej. Dobre okazje jednak marnujemy. Tą najlepszą miał A. Frydło, który trafił w Benka, mógł wybrać inne rozwiązanie bo obok był lepiej ustawiony M. Wielis (kolejny junior debiutujący w drużynie seniorów) Na ostatnie minuty w bramce INTERU pojawił się Patryk Dziura, który zmienił dobrze dysponowanego dziś J. Oswalda. Patryk postanowił zamienić grę w obronie i łapanie czerwonych kartek na rolę bramkarza.

Teraz czeka nas wyjazd do Klęczan na pojedynek z Bystrzycą. Lubimy grać w Klęczanach… i niech tak zostanie


Nie tak… miało być już dobrze

Po przełamaniu w Klęczanach w drużynę wróciła wiara w udaną pogoń za czubem tabeli. Przecież w końcu poszło dobrze, kolejni zawodnicy wracają po kontuzjach, wysoka frekwencja na treningach no i oczywiście przekątne. Do Borowej udajemy się w 17-osobowym składzie. Jedziemy po kolejne trzy punkty. To nasz cel

Brak dobrze dysponowanego ostatnio D. Machnicy i J. Ortyla zmusza trenera do roszad w linii obrony. Wraca po kontuzji M. Oswald a nie mając większego wyboru do defensywy przesunięci zostają bracia Papiernicy. Już w 3 minucie gospodarze wychodzą na prowadzenie. Szybko jednak podnosimy się i sunie atak za atakiem. W końcu jest i wyrównanie. Dokładnie do M. Sroki dogrywa A. Stec i mamy remis. Włączamy kolejny bieg i stwarzamy następne sytuację bramkowe. W 33 minucie kapitalnie rozegraną akcję wykańcza W. Duduś i prowadzimy. Gramy dobrze. Widać że w końcu jest nieźle ale do sukcesu i utrzymania wyniku potrzebna jest dobra gra w drugiej połowie…

… tej jednak nie było. Jeżeli w pierwszej części gry INTER włączał kolejne biegi to tą drugą zagrał na biegu jałowym. W 55 minucie tracimy bramkę i znów jest remis. Mamy kilka dobrych akcji na ponowne objęcie prowadzenia. Tą najlepszą miał A. Frydło. Można by powiedzieć była to piłka meczowa. Gospodarze pewnie nie podnieśliby się już. Wystarczyło tylko celnie kopnąć w stronę bramki. Adrian na pewno chciał to zrobić jednak uderzył za mocno i piłka poleciała ponad poprzeczkę… Niestety kolejny raz musimy zacytować to nielubiane piłkarskie powiedzenie „niewykorzystane sytuacje się mszczą”. Orły zagrażali głównie po stałych fragmentach gry. Kolejny rzut rożny i niestety miejscowi już prowadzą. W końcówce po następnym rzucie rożnym prowadzenie podwyższają. Schodzimy niestety pokonani.

Złość na siebie i na grę w drugiej połowie. Chyba po przerwie zostaliśmy jeszcze w szatni. Rywal był do pokonania. Nie obrażając naszych przeciwników średnia wieku grubo po 30. Szacunek, że w wieku 40 lat kilku zawodnikom chce się jeszcze kopać w ligowych rozgrywkach. Wracamy do Gnojnicy w złym nastroju. Przeciwnicy uciekają, miało być tak pięknie a wyszła kicha. Chyba trzeba jakiegoś kreta zakopać za bramką czy wynająć szamana. Nie zasługujemy na porażki gdyż wcale nie jesteśmy gorsi ani słabi ale piłka nożna brutalnie sprowadza nas do codzienności. Z rezerwami Lechii musimy wygrać.


Z piekła do nieba

l gdybym się kiedyś Przełamać się miał, To tylko w Klęczanach! Parafrazując słowa  znanej piosenki dziś musimy to powiedzieć. Uwielbiamy w ostatnich latach grać w Klęczanach. To miejsce było najlepsze na przełamanie naszej niemocy. Udało się i niech tak będzie.

Mecz się jeszcze nie zaczął na dobre a już przegrywamy. Ostatnio mamy kłopoty kadrowe- kontuzje, kartki, inne obowiązki. W pierwszym składzie wybiegł nawet nasz trener – W. Duduś. Pomimo problemów wiemy po co przyjechaliśmy i czujemy, że dziś jest nasz dzień. Mamy karnego na 1:1. Dotąd niezawodny D. Dziewit jednak tym razem się myli. Rozumiemy go z tego „doła po wopnie” sztuka trafić  w bramkę. Jakby tego było mało dostajemy drugie trafienie. Mamy w składzie jednak M. Biesia, którego Plon boi się jak lata temu Góra Ropczycka W. Świerada. Michał przy pomocy kolegów jeszcze przed przerwą strzelając 2 bramki doprowadza do remisu a jego koledzy po przerwie strzelają 4 kolejne i zwycięstwo staje się faktem. Brawo strzelcy: 2 bramki- Mateusz Papiernik, po jednym trafieniu- Michał Papiernik i Jakub Ortyl.; Brawo pozostali…

Wracamy do gry.  Kadra na kolejne mecze powinna być już szersza. Nie odpuszczamy i walczymy jeszcze o tą ligę… SAN SIRO 


Kryzys trwa

Dziwny ten rok 2020. Przestępny mówią- pechowy. Koronawirus przerywa rozgrywki i runda wiosenna nie rusza. są awanse nie ma spadków. Start nowego sezonu  w połowie wakacji (1-2 sierpień) a w INTERZE już w sierpniu mikołajki…

Nie idzie nam, po dwóch pechowych porażkach, osłabieniach składzie pragniemy przełamania w Zawadzie. Jedziemy niestety na mecz w 12-osobowym składzie z jednym nominalnym obrońcą. jeszcze nie tak dawno gramy sparingi w 19-20 osobowym składzie.

Przesypiamy pierwszą część meczu. Z gry jesteśmy nieco lepsi jednak skuteczni gospodarze strzelają nam dwie bramki i przegrywamy do przerwy.

Na drugą cześć wychodzimy zmotywowani i chcemy odrabiać straty. Udaje się to połowicznie i po raz kolejny przegrywamy jedną bramką. Jak nie idzie to nie udzie.

Tracimy bramki po naszych prezentach, stąd  nawiązanie do Św. Mikołaja. Gramy, staramy się, ambicji nie możemy odmówić nikomu a jednak coś jest nie tak. W dzisiejszym spotkaniu wybieraliśmy złe rozwiązania, nie próbowaliśmy zmusić bramkarza Baszty do błędu. Mało strzałów a nawet ładne składne akcje niweczymy kluczowym podaniem. Cóż musimy się pozbierać i poszukać punktów w Klęczanach.


Miłe złego początki

Mamy dwie święte zasady na przyszłość: Nie grać sparingów z Paszczyniakiem Paszczyna oraz w rozgrywkach Pucharowych, gdy nie mamy takiego obowiązku. W sparingu z Paszczyniakiem zostaliśmy mocno poobijani a mecz zanim na dobre się rozpoczął zakończył się dla M Ciebiery, który doznał kontuzji. Po pucharowym pojedynku z Mrowlanką kontuzji nabawili się M. Bieś (przerwa w grze) oraz bramkarz J. Oswald, który poobijany zdecydował się jednak pomóc kolegom w ligowym starciu (przy nieobecności P. Świdra zostalibyśmy bez bramkarza)

Mecz z Brzeźnicą początkowo wyrównany  w dalszej części pierwszej połowy z naszą wyraźną przewagą chociaż przy stanie 0:0 nasz rywal miał znakomitą sytuację, jednak zawodnik przyjezdnych po prostu machnął się i nie trafił w piłkę. W 11 minucie doskonała akcja INTERU. M. Sroka zgrywa piłkę a Mateusz Papiernik w pojedynku sam na sam nie daje szans bramkarzowi gości. Idziemy za ciosem jednak marnujemy swoje sytuacje. Kilka strzałów oddaje A. Stec. Momentami brakuje ostatniego podania w polu karnym lub po prostu strzału na bramkę. Po jednym z rzutów rożnych. P. Godek trafia w słupek. W 34 minucie Brzeźnica doprowadza do remisu. Jedna z kontr, brak spalonego i mamy 1:1. Takim wynikiem kończy się ta połowa.

Druga część rozpoczyna się od przewagi gości, jednak po 5 minutach przejmujemy pałeczkę i to my częściej gościmy pod bramką rywala. Rywale szybko kontratakują. Blisko szczęścia był A. Stec. Wydaje się, iż w końcu bramka musi paść… i pada dla naszego przeciwnika. Błąd w obronie popełnia Michał Papiernik i K. Jaskot wyprowadza swój zespół na prowadzenie w tym meczu. Po chwili niepotrzebne wybicie na rzut rożny i po jego wykonaniu robi się 1:3. Druga bramka K. Jaskota w tym meczu (przed rokiem strzelił nam 4) Coś znów poszło nie tak. Zamiast odzyskać prowadzenie prezentujemy dwie bramki rywalom. Atakujemy jednak do końca. W 82 minucie rzut karny wykorzystuje D. Dziewit i wracamy do gry o punkty. W międzyczasie trafiamy w poprzeczkę. Strzał A. Frydło zablokowany. Z rzutu wolnego nad poprzeczka uderza P. Godek. Sama końcówka to kocił w polu karnym Brzeźnicy, która jednak wytrzymuje nasz napór i księguje trzy punkty.

Nasza przewaga w meczu niestety punktów nie dała. Szkoda tego spotkania bo nasi zawodnicy na boisku pozostawili dużo serca a z Ostrowa wracamy na tarczy. Tydzień treningów i pojedynek w Zawadzie. Potrzebujemy punktów jak tlenu. Mamy kłopoty w zestawieniu obrony. kontuzje dwóch podstawowych zawodników a na domiar złego ubędzie jeszcze W. Kubik, który wyjeżdża. 


Puchar Polski nie dla nas

Po kilku latach znów próbujemy swych sił w rozgrywkach o Puchar Polski. Rywalem w rundzie wstępnej zespół z Mrowli. Początek zdecydowanie dla nas. Już w 1 minucie bramkę zdobywa A. Frydło. Idziemy za ciosem. Przez pierwsze 15 minut niemal nie schodzimy z połowy rywala atakując raz po raz. wykonujemy kilka ciekawych stałych fragmentów gry. Mamy zdecydowaną przewagę. Rywal przeczekał nasz napór i zaczął nas punktować. Przed przerwą zdobył dwie bramki.

W drugiej części gry nadal nie możemy znaleźć sposobu na rywala. Szybko dostajemy bramkę na 1:3. Potem mamy kilka swoich sytuacji. M. Bieś lobując bramkarza trafia w poprzeczkę. Mrowlanka w końcówce zadaje jeszcze jeden cios i zwyciężą 4:1.

Przygoda z rozgrywkami pucharowymi szybko się kończą i teraz możemy skupić się na lidze. Jest nad czym popracować.


 

Panie Staszku gdzie jesteś !!!

Takie pytanie ciśnie się na nasze usta. W awizowanym składzie sędziowskim na nasz mecz z Brzostwowianką to Pan Stanisław Wałęga miał gwizdać to spotkanie. Arbiter z doświadczeniem, lubiany i zawsze doskonale prowadzący mecze… niestety w Brzostku byli jedynie jego słabi dublerzy. O ile nie skupiamy się na pracy sędziów to dziś na usta garnie się kilka cierpkich słów. Panowie założyć słuchawki na uszy i udawać że jest OKI nie wystarczy… pasuje mieć jeszcze kontakt z bazą. A może w słuchawkach leciały przeboje Zenka Martyniuka. Arbiter liniowy w dzisiejszym meczu widział rzuty z autu tylko w jedna stronę. Do przerwy dla Brzostowianki a po przerwie tylko dla INTERU- kibice mieli niezły ubaw.   Jakim  człowiekiem trzeba być by przy takim upale zmusić zawodników do zaledwie 7 minutowej przerwy pomiędzy połowami do powrotu do gry, gdyż przed meczem nie dopilnowało się przygotowania boiska  (brak chorągiewek narożnych) i kilkanaście minut poślizgu z rozpoczęciem meczu. Ważne by SMS z wynikiem poszedł w terminie

Mecz zaczynamy od 2:0 dla Brzostowianki. Pierwsza bramka kuriozum. Faulowany nasz zawodnik, żółta kartka dla rywala a rzut wolny dla Brzostka i jest 1:0.  Jednak Nie pękamy. Nawet przegrywając 2:0 dajemy radę i  jeszcze przed przerwą za sprawą D. Dziewita (karny) i Mateusza Papiernika doprowadzamy do remisu. Zawody rozpoczynamy od nowa.

Druga połowa to nasza przewagą. Jesteśmy lepsi,  w tym upale częściej przy piłce i atakujemy jednak to rywale zdobywają bramkę na 3:2. Strzał życia pod poprzeczkę i znów walczymy o wyrównanie. Walczymy do końca. Ostatnia akcja meczu i wychodzącego na czystą pozycję A. Frydło niezgodnie z przepisami atakuje dwóch przeciwników. Sytuacja ma miejsce w polu karnym, jednak arbiter nie reaguje. Chociaż karny to jeszcze nie bramka, to sytuacja ta mogła znacząco wpłynąć na wynik tego meczu. Niesłusznie gnębieni przez całe spotkanie tego już jednak nie wytrzymujemy …i pękamy. Ileż można. Zamieszanie kończy się kartkowaniem w wyniku czego z boiska wylatują nasi zawodnicy a na trybuny odesłany zostaje nasz trener.

Ostatecznie w wymiarze sportowym Brzostowianka pokonuje nas 3:2. Wracamy do Gnojnicy strasznie wkurzeni. Będąc drużyną lepszą niestety przegrywamy. Dziękujemy zawodnikom za ambicje i walkę.  Tarcie chrzanu czy trzepanie worków po cemencie to najlepsze zajęcie zajęcie na ten dzień dla …

Teraz czeka nas spotkanie pucharowe z Mrowlanką. Zagramy 12.08.2020 w Ostrowie o 17:30


Pierwsze koty za płoty

Pierwszy mecz ligowy nowego sezonu zaczynamy niestety od braków kadrowych. O kilku z nich wiedzieliśmy już dużo wcześniej i niestety sezon rozpoczynamy z zaledwie 13 osobowym składzie.

Pierwsza akcja meczu i do końca bramkarza atakuje A. Frydło, a ten chcąc wybić piłkę niefortunnie trafia naszego napastnika i piłka wpada do bramki. Szybko prowadzimy 1:0. Chcemy iść za ciosem. Pierwsze 10 minut to nasze ataki jednak są to ataki bez powodzenia. W 13 minucie mamy jużz 1:1. Błąd ustawienie defensywy wykorzystuje rywal i mecz rozpoczyna się od początku. W pierwszej połowie próbujemy strzelać z dystansu jednak nieskutecznie. Momentami naszym zawodnikom brakuje zimnej krwi. Chemik kontratakuje jednak w bramce mamy świetnie broniącego w tym dniu J. Oswalda. 

Druga połowa to już nasza przewaga. Roszady w ustawieniu skutkują częstszym utrzymaniu przy piłce. Ataki jednak mało skuteczne. Gości ratuje bramkarz, dwukrotnie słupek lub ich obrońcy blokują nasze strzały. Po drugiej stronie boiska goście wyprowadzają szybkie ataki. W jednym z nich pomógł M. Oswald dogrywając rywalowi piłkę sam na sam, jednak brata uratował Julian. W 70 minucie mamy karnego jednak M. Bieś trafia prosto w bramkarza. Atakujemy nadal w 81 minucie, tym razem  D. Dziewit strzelając bramkę z karnego daje nam upragnione prowadzenie.  W samej końcówce przyjezdni nie mając nic do stracenia ruszają ławą do ataku odkrywając tyły.  W 90 minucie ich aspiracje na dobry wynik zabija A. Frydło, który wychodzi sam na sam z bramkarzem Chemika i zdobywa bramkę pieczętującą nasze zwycięstwo.

Pierwsze koty za płoty… cieszą punkty o stylu gry nie ma co rozmawiać. Kilku zawodników poniżej oczekiwań. Nie sądźmy jednak zwycięzców. Niech ci sami wyciągną wnioski, które zaprocentują na przyszłość