Seniorzy

 

Następny Mecz
Poprzedni Mecz
Najlepszy strzelec
-.-.2022 Sędziszów Młp. godz.-:-
17.10.2021 Gnojnica godz.14:00 2:2 
     Mateusz Papiernik 9 bramek

Gloria i chwała

Zacznę od końca. INTER niestety nie pokonał lidera w ostatnim meczu rundy jesiennej i aby być w grze o pierwsze miejsce musi liczyć na pomoc rywali. Strata do Bystrzycy to 5 oczek. INTER nie zwyciężył w tym meczu ale pokazał prawdziwy charakter. Po błędach bramkarza musiał gonić wynik i niwelować dwubramkową stratę. Zawodnicy pozostawili wiele zdrowia na boisku o czym dosłownie przekonał się T. Paśko, który z rozciętą głową pojechał na pogotowie. Nasi pokazali prawdziwe serducho do gry. Zagrali bardzo dobre zawody, stwarzali sytuacje ale na zwycięstwo zabrakło. Nawet w ostatniej minucie doliczonego czasu gry wprowadzony przed kilkoma sekundami na plac gry R. Dziura oddał kapitalny strzał. Do euforii zabrakło niewiele ale kapitalnie w tej sytuacji zachowa się Paśko. Glorii nie było ale chwała pozostała. Zespół na zakończenie rundy pokazał się z dobrej strony z nadzieją na kolejna rundę. Twierdza została nie zdobyta

Tym razem z powodu kwarantanny zabrakło Julka i Martina Oswaldów. Do tego kontuzjowany M. Bieś oraz nieobecni K. Świerad (sprawy osobiste) oraz J. Frąckowiak (sprawy zawodowe) i INTER do meczu o wszystko przystępuje z zaledwie trzema zawodnikami na ławce rezerwowej. Rywal zaskoczył nas. Zaskoczył tym, że oddał nam piłkę. Przewidywaliśmy mocny presing z jego strony w pierwszym etapie tego meczu co się nie sprawdziło. W 7 minucie strzałem z połowy naszego bramkarza zaskoczył Karol Sędłak. 6 minut później jest już 0-2. Po rzucie rożnym kolejny błąd naszego bramkarza i robi się nieciekawie. Patryk Dziura nie zaliczy tego meczu do udanych, jednak z drugiej strony należą się mu podziękowania za to że pod nieobecność Julka i odejściu do Płomienia Patryka Świdra stanął pomiędzy słupkami naszej bramki i bronił najlepiej jak potrafi. Były mecze na zero z tyłu, były kapitalne interwencje jak te w Klęczanyach ale były i kiksy. W 31 minucie łapiemy kontakt. Mamy rzut wolny. Do piłki podchodzi najlepszy strzelec w tej rundzie Mateusz Papiernik, jednak o możliwość oddania strzału prosi go najmłodszy w ekipie Mateusz Baran. Popularny „Usiek” oddaje piłkę koledze a ten kapitalnym strzałem daje nam bramkę. Wracamy do gry i stwarzamy kolejne sytuacje. Przed przerwą dwukrotnie blisko wyrównania był M. Sroka. Szkoda, że chociaż jedna z tych sytuacji nie dała nam remisu.

Po przerwie dość szybko za sprawą A. Steca doprowadzamy do remisu. Mamy jeszcze sporo czasu na wygranie tego meczu a gra jest po naszej stronie. Jesteśmy lepsi od rywala, który w tym sezonie jeszcze nie przegrał. Swoich sił próbują: wszędobylski D. Dziewit, Mateusz i Michał Papiernikowie, A. Stec oraz Marcin Sroka, który w jednej sytuacji był faulowany w polu karnym, jednak arbiter nie odgwizdał rzutu karnego. Jak już wspomniano bohaterem mógł zostać R. Dziura, który miał piłę meczową na bucie. Ostatecznie remisujemy. Jak to się mówi lepszy rydz niż nic.  Sytuacja w tabeli zrobiła się ciężka ale nie beznadziejna. Potrafimy grać i wygrywać i na to liczymy na wiosnę. Będzie ciężko ale nie zwieszamy głów i jedziemy dalej.

Teraz czas roztrenowania. Zawodnikom dziękujemy za emocje w tej rundzie, dziękujemy za zwycięstwa, za walkę o odrobienie strat w meczach przegranych. Za pozostawione zdrowie.


Porażka z Bystrzycą. Teraz to my mamy nóż na gardle

Na mecz do Będziemyśla jedziemy nieco osłabieni. Brak P. Charchuta (studia), A. Steca (pechowo kilka godzin przed meczem rozciął sobie głowę co wykluczyło go z gry), P. Dziury (???) oraz z M. Biesiem na ławce, który kilka minut przed pierwszym gwizdkiem dojechał po powrocie z Leska, gdzie nasze seniorki zremisowały 2:2 utrzymując prowadzenie w lidze.

Mecz rozpoczyna się dla nas kapitanie. Już w 3 minucie bramkę zdobywa Mateusz Papiernik. mamy kilka sytuacji na podwyższenie, jednak więcej działo się pod naszą bramką. Trzykrotnie gospodarze wykonywali rzuty wolne tuż zza pola karnego. Te jednak bez trafienia dającego wyrównanie. W 21 minucie akcję gospodarzy zamyka Chamera, który kieruje piłkę w kierunku naszej bramki,. Ta  na nasze nieszczęście odbija się od słupka i wpada no bramki. Mamy 1-1 i  na dodatek gramy powiedzmy nienajlepiej. Ostatnie 5 minut pierwszej połowy wstrząsnęło nami. W 40 minucie piłkę od bramki do swojego brata podaje M. Oswald. Ten jednak zamiast zagrać po linii do dobrze ustawionego M. Barana zwrotnym podaniem na minę wyprowadza brata, który ratując się wybiciem trafia w Depowskiego a odbita piłka wpada do naszej bramki. Bramka z tych kuriozum. No cóż pech nas nie opuszcza. Tuż przed ostatnim gwizdkiem dostajemy kolejnego gonga. Tym razem po rzucie rożnym KS trafia po raz kolejny do naszej siatki i mamy już dwie bramki do odrobienia.

Drugą połowę rozpoczynamy od zdecydowanej przewagi. Mamy dobre sytuacje. Dwukrotnie sam na sam przed bramkarzem gospodarzy staje M. Baran, który marnuje dwie 100% sytuacje. Najpierw, sędzia puszcza grę pomimo faula na naszym zawodniku w polu karnym a piłka trafia pod nogi Mateusza, który z najbliższej odległości przegrywa pojedynek z bramkarzem, zaś chwilę później po atomowym strzale M. Biesia dobijając piłkę z 5 metra trafia w poprzeczkę. Jak pech to pech. Szkoda bo bramka kontaktowa od nowa otworzyłaby to spotkanie. Z minuty na minutę nasza przewaga jest coraz większa. Gospodarze też mają swoje sytuacje wyprowadzając szybkie ataki, jednak bez wykończenia. W 60 minucie tracimy kolejna bramkę i sytuacja robi się beznadziejna. Odkrywamy się, grając trójką z tyłu wzmacniamy siły w ataku, jednak pomimo kilku dobrych akcji brakuje nam tego na co czekamy. Na domiar złego w 90 minucie faulowany tuż za polem karnym zostaje M. Bieś. Nasz zawodnik próbuje utrzymać się przy piłce i wpada w pole karne, jednak wybity z gry upada z groźną kontuzją mięśnia dwugłowego. PECH na maksa. Nie wiedzieć jednak czemu sędzia nie wraca do faulu nakazując grę od bramki. W doliczonym czasie gry M. Sroka zdobywa bramkę dla nas ustalając wynik tego pechowego dla nas spotkania. Druga połowa na +. Nasi zawodnicy powalczyli o dobry wynik do końca. Gra na dobrym poziomie. Zabrakło tylko bramek ale taka jest już piłka nożna.

Drugi wyjazd tej rundy i druga porażka 4:2. Pierwsza z Plonem, który grając z nożem na gardle po dwóch porażkach musiał z nami wygrać. Wtedy my zagraliśmy kiepsko. Bystrzyca, również po porażce z Kawęczynem grała by nie stracić kontaktu z czołówką. Dziś graliśmy o niebo lepiej niż z Plonem, jednak szczęście było po stronie przeciwnika. Nic tak nie mobilizuje jak porażka. Teraz to my do spotkania z Progresem podejdziemy z nożem na gardle. Porażka utrudni nam walkę o pierwsze miejsce na koniec sezonu. Zwycięstwo pozwoli nam utrzymać się w ścisłej czołówce. Liczymy na dobre spotkanie, niech naszym talizmanem będzie nasz stadion, na którym w tej rundzie nie przegrywamy. Obyśmy się po meczu za tydzień mogli cieszyć z kompletu zwycięstw przed własną publicznością… czego Wam i sobie życzymy

Naszemu Prezesowi – Michałowi życzymy szybkiego powrotu do zdrowia 


Zwycięstwo z Lubziną, czas na danie główne. Kto obliże się smakiem?

Po porażce z Klęczanami najważniejszym zadaniem przed  naszymi zawodnikami jakie zostało wyznaczone to zapomnieć o słabej grze i zwyciężyć w kolejnym meczu ligowym.

W spotkanie wchodzimy dobrze. kreujemy dwie dobre akcje, jednak bez wykończenia. W 5 minucie goście po rzucie wolnym na raty zdobywają bramkę ( P. Dziura broni strzał, jednak przy dobitce jest bezradny. Nasza obrona niestety zaspała). Bramka na minus pobudziła nas. Reagujemy bardzo szybko przenosząc grę pod pole karne rywala. W 10 minucie składna akcja i wykończenie A. Steca daje nam wyrównanie. Osiągamy przewagę i mamy kolejne sytuacje, które w 35 minucie dają nam w końcu prowadzenie. Mateusz Papiernik  nasz najskuteczniejszy zawodnik zdobywa kolejna bramkę. Upływa zaledwie dwie, może trzy minuty i znów mamy remis. Paranoja… trzeci pobyt w naszym polu karnym Strażaka , drugi strzał w kierunku naszej bramki i znów gol dra przyjezdnych. Na szczęście chwile później znów wychodzimy na prowadzenie co nieco ostudza emocje spowodowane głupimi stratami.

W drugiej połowie nasza przewaga nie podlega dyskusji. To my kreujemy grę stwarzając sytuacje. Bramki padają tylko dwie. Ich strzelcami P. Charchut i M. Bieś. mogło być więcej ale oddajmy też przyjezdnym to co ich. Tworzyli swoje akcje, skutecznie bronione przez naszych zawodników. Były takie przy wyniku 3:2 oraz 4:2. Bramka dla nich mogłaby wprowadzić nerwowość i zaważyć na wyniku końcowym.

Teraz po kucharsku. Ruszając do boju w nowym sezonie była szklanka wody rano z Borkovią, nieco przypalona jajecznica na śniadanie z Olimpią,  kawa z ciastkiem z Koroną, drugie śniadanie z Kamionką. Te dania były wyśmienite. Deser w Klęczanach niczym zakalec. Przystawka przed obiadem z Lubziną zachęcającą. Przed nami obiad, który składa się z dwóch dań. Na pierwsze KS Bystrzyca, zaś na drugie KS Progres Kawęczyn. Czy nam posmakują dowiemy się w przeciągu dwóch tygodni. Terminarz tak się ułożył, iż bezpośrednie mecze ze sobą, trzy dotąd najlepsze drużyny rozegrają bezpośrednio ze sobą. KS Bytrzyca, Progres Kawęczy i INTER . Kto z nich wyjdzie najlepiej pojedzony? Czy do walki o najwyższe pozycje po tych meczach włączy się Plon? W końcu czy obiad dla nas będzie smaczny… i  na kolację będziemy czekać w dobrym nastroju? – Na te odpowiedzi doczekamy się niebawem. Dziś skupiamy się na najbliższy,m spotkaniu i liczymy na dobre zawody zakończone dla nas zdobyczą punktową. Oby nie czekały na nas suche buły. Wiara wróciła i morale wśród kibiców nieco odbudowane.


Zdecydowała słaba druga połowa

Do Klęczan jechaliśmy zmotywowani, wiedząc, iż po dwóch porażkach zespół z Plonu mając nóż na gardle rzuci się do ataków i na kolejną stratę punktową nie może sobie pozwolić. My chcieliśmy nadal iść drogą zwycięstw.

Już w pierwszej akcji meczu Długosz, znany z umiejętności wywalczenia rzutów karnych znów to uczynił. Tym razem jednak górą był P. Dziura, który znakomicie obronił jego strzał. Co się odwlecze to nie uciecze chce się rzec… i w 5 minucie po rzucie wolnym Plon prowadził. M. Drozd pokonał Patryka. Bramka na konto naszego bramkarza. Mamy jednak jeszcze wiele czasu na odwrócenie wyniku i ruszamy do ataków. Często gościmy pod polem karnym rywala. Mamy zdecydowaną przewagę w posiadaniu piłki, jednak brakuje skutecznego wykończenia czy też tego ostatniego podania. Momentami wyglądamy jakby nam nogi powiązał. Z kilku dobrych sytuacji dwie znakomite marnują M. Sroka oraz D. Machnica. Goście grają z kontrataku i też dwukrotnie wychodzą sam na sam z Patrykiem, jednak znów dwukrotnie góra w rywalizacji z Długoszem jest P. Dziura. Patrząc na setki remis, jednak przewaga w grze po naszej stronie co zapowiadało się dla nas dobrze.

Początek drugiej części bez zmian. Atakujemy a gospodarze próbują nas zaskoczyć szybkim atakiem. W 64 minucie brak zdecydowania M. Barana wykorzystuje Olech i będąc sam na sam podwyższa prowadzenie naszych rywali.  Wystarczyło się przewrócić będąc podcinany. To co się działo w kolejnych 15 minutach ciężko określić. Był to nasz najgorszy czas w tym sezonie. Wiele strat, niedokładnych zagrań, brak strzału a na dodatek strata dwóch bramek w dwie minuty. W 78 i 79 znów pokonuje nas M. Drozd kompletując hattricka. W końcówce ten wyczyn udaje się powtórzyć nam. Najpierw premierowego gola w INTERZE zdobywa J. Frąckowiak a po minucie z rzutu karnego stratę niweluje T. Paśko. Mamy kolejne sytuacje na postraszenie gospodarzy. Szkoda jednak że nie pada bramka kontaktowa. Ostatecznie do Gnojnicy wracamy na tarczy. Słaba druga połowa zdecydowała o porażce w tym meczu

Spotkanie było słabe w naszym wykonaniu. Nie odbieramy naszym zawodnikom woli do walki i zaangażowania. Oni przecież chcieli wygrać, jednak dziś to nie był nasz dzień i sami dobrze o tym wiedzą. Na boisko wyszliśmy strasznie spięci, brak dokładności momentami był wręcz porażający, złe wybory, mało strzałów to wszystko złożyło się na naszą porażkę.  Śmiesznie to może zabrzmi ale za ten mecz pochwalić można dwóch zawodników z defensywy ( w meczu, w którym tracimy 4 bramki) Patryka Dziurę i Maksymiliana Ciebierę. „Łaska pańska na pstrym koniu jeździ” – o tym dziś mogli przekonać się nasi zawodnicy. Jeszcze tydzień temu chwaleni a dziś ganieni przez własnych kibiców za występ. No cóż Kibic ma takie prawo. My obiecujemy powrócić do formy z przed tygodnia i ze Strażakiem powalczymy o zwycięstwo. Oby ten gorszy mecz w sezonie był już za nami


Plan wykonany, teraz zaczynają się schody

By walczyć o najwyższe cele, patrząc na nasz terminarz w pierwszych czterech meczach punktów nie mogliśmy stracić. Plan został wykonany i  przed drugą częścią rundy mamy komplet punktów.

Mecz z rezerwami Kaskady toczony był na grząskim boisku. Warunki były ciężkie jednak równe dla wszystkich. Piłka kilkukrotnie stawała w wodzie, często robiła psikusa zawodnikom. Nasi rozpoczęli od zmasowanych ataków. Raz po raz stwarzali sobie znakomite sytuację, jednak bramka nie padała. Nasi piłkarze do czerwoności rozgrzali bramkarza gości, który popisał się kilkoma znakomitymi sytuacjami. Znów w tym spotkaniu obijaliśmy aluminium ale piłka do bramki nie wpadała. Worek z bramkami otworzył T. Paśko, który wykorzystał rzut karny. Strzał od słupka. Przed przerwą swoje trafienia dołożyli jeszcze K. Baran oraz D. Machnica.

Po przerwie przebieg spotkania nie zmienił się od tego przed przerwą. Znów trafienie zaliczył T. Paśko a później dwukrotnie na listę strzelców wpisał się Mateusz Papiernik. Mecz ostatecznie zwyciężamy 6:0. Cieszy postawa i gra. Bo pomimo ciężkich warunków i słabej skuteczności i momentami bezradności w polu karnym rywala próbowaliśmy grać piłką co się udawało. Mecz kończymy bez straty bramki, bez kontuzji i bez kartek. Plan minimum wykonany.

Przed nami 4 spotkania z czołówką. Już za tydzień zagramy kluczowy mecz z Plonem. Z Plonem, z którym mamy rachunki do wyrównania. Będzie to ciężki pojedynek, gdyż nasi rywale po dwóch przegranych na kolejne straty punktów pozwolić sobie nie mogą. Patrzymy jednak na siebie, zasuwamy na treningach i zmotywowani pojedziemy powalczyć do Klęczan o pełną pulę.


Święta wojna w przyjaznej atmosferze

Bywały mecze z udziałem Interu i Korony (wcześniej Orzeł), gdzie kości trzeszczały i żadem z zawodników nie odpuścił nawet na sekundę wiedząc iż derby to święta wojna. Wojna oczywiście bez ofiar. Wojna o sportową wyższość na najbliższy czas. Dziś było nieco inaczej. Obie dryny z szacunkiem podeszły do spotkania i rywalizując o ligowe punkty dla swych miejscowości grali fair play. Nie było ostrych fauli, przepychanek czy wulgaryzmów. Był Szacunek.

W przeszłości bywały spotkania które na długo przed pierwszym gwizdkiem elektryzowały obie drużyny i  ich kibiców A ich bohaterowie w lokalnej społeczności mogli liczyć na szacunek. Był mecz w którym po latach dominacji w Górze Inter przegrał wysoko. Radości wśród miejscowych kibiców nie było końca. Część z nich rano zamiast pójść do pracy nadal świętowało szukając dnia poprzedniego. Na ta okoliczność tego dnia  powstała nawet przyśpiewka „… dziś nieopodal PGR-u nastąpiła klęska gnojnickiego INTERU”. Były czasy, kiedy nasze drużyny mijały się na różnych szczeblach rozgrywek. Po nich nastąpił czas listonosza (Witold Świerad), który nastrzelał wiele bramek rywalowi za miedzy. Nieraz nasi rywale  zaglądali do sprawozdania pytając czy … listonosz gra i nie chętnie kiwali głowami gdy w tym spisie było jego nazwisko. W tych najnowszych czasach była też kompromitacja INTERU w Gnojnicy i wynik 2-6. Dla mnie najmilsze chwile to zwycięstwo w Górze Ropczyckiej  po dwóch moich bramkach (19 wrzesień 2010). Do historii przejdzie również ostatnie starcie, jakże dramatyczne. Wygrywaliśmy do przerwy już 6-1 by pozwolić dojść w drugiej połowie na 6-5 a mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 7-6 na naszą korzyść. Do palpitacji serca zaledwie krok.

Dzisiejszy mecz rozstrzygamy na naszą korzyść pokonując Koronę 8-2. Wiemy gdzie jest Korona, która plany miała ambitne ale szybko rozgrywki je zweryfikowały, Po roku Przerwy wracając na ligowe boiska początki mają jednak ciężkie ale wiara, zapał i młoda kadra może zapunktować w przyszłości. My liczymy na coś więcej. Nie ukrywamy, iż jak najszybciej chcemy awansować o co będzie bardzo ciężko  w tym roku. Mecz ku zdziwieniu zebranych kibiców otwiera Korona już w 2 minucie. Do przerwy jednak już wysoko prowadzimy (5-1). Druga połowa znów rozpoczyna się od ataków Korony. Jenak po Chwili znów całkowicie przejmujemy kontrolę nad spotkaniem. Ostatecznie zwyciężamy zalewie 8-2. Zaledwie gdyż obok zdobytych bramek trzykrotnie obijamy słupek, dwukrotnie z linii bramkowej piłkę wybijają zawodnicy Korony a na dodatek mamy co najmniej 4 sytuacje 100%. Korona grała do końca i w 85 minucie zmniejsza rozmiary porażki na 8-2. Brawa dla całej 18 która dziś była dostępna. Jedni zagrali więcej, inni trochę niej ale zawsze wszyscy jesteśmy jednością i walczymy o wspólne cele.  Na koniec ciekawostka: 8 bramek dla naszej drużyny strzela 8 różnych zawodników tym dwóch obrońców: Damian Machnica i Maksymilian Ciebiera. Na wyróżnienie zasługuje również junior Mikołaj Szczypta, który dał dobra zmianę. To Kolejny dowód na to, że nie boimy się stawiać na młodych, których od lat potrafimy zmotywować i ukształtować piłkarsko. 

W kolejnym meczu podejmować będziemy z nów na stadionie w Gnojnicy zespół rezerw Kaskady Kamionka. Liczymy na doping naszych kibiców, których wsparcie w ostatnich meczach dodatkowo nas motywuje… SAN SIRO OLE


Zakładany plan w meczu z  Nockową wykonany

Po tygodniu przerwy znów rywalizujemy o ligowe punkty. Tabela już wyraźnie podzieliła się na drużyny punktujące i te odstające o czym świadczą wysokie wyniki z dwóch pierwszych kolejek. Tym razem naszym rywalem Olimpia Nockowa. Dla nas ekipa z tych bardzo niewygodnych. Co tu dużo mówić oni nam nie leżą. Plan jest jednak tylko jeden. 3 punkty 

Od samego początku nie najlepiej wchodzimy w to spotkanie. Pomimo bardzo, ale to bardzo wielkiej przewagi mamy niemoc pod bramką rywala. Są sytuacje ale nie ma bramek. Nie chodzi tu o samo wykończenie i o skuteczność. Po prostu brakowało tego czegoś. Rywale jedynie stałymi fragmentami gry podchodzili pod nasze pole karne. Do przerwy bezbramkowo.

W drugiej części dość szybko wychodzimy w końcu na prowadzenie. Bramka padła po zamieszaniu i wybiciu piłki przez przyjezdnych. Ta trafia w M. Srokę i wpada do bramki. Tworzymy kolejne sytuacje ale brakuje celnego wykończenia. Męczymy się nie miłosiernie. W 90 minucie spokój daje nam Mateusz Papierniki, który z własnej połowy przeprowadził rajd zakończony bramką.

Zwyciężamy i zapominamy o tym spotkaniu. Teraz skupiamy się na najbliższym starciu. Rywalem sąsiedzi zza miedzy czyli Korona Góra Ropczycka. Przeciwnik w kiepskim stylu rozpoczął rozgrywki (3 wysokie porażki) ale nie oznacza to dla nas spacerku. Wręcz przeciwnie. Nic tak nie motywuje jak święta wojna jaką są derby. Może te starcia nie elektryzują  piłkarskiej Polski jak starcie Cracovii z Wisłą ( awatar obok). Ale nas i kibiców z Góry Ropczyckiej bardzo. Te już w najbliższa niedzielę. Liczymy na dobrą postawę naszych zawodników.


22 Śmieszne konie ideas | śmieszny koń, konie, śmiesznePoszyły Konie po betonie

W poprzednim sezonie zabrakło niewiele do szczęścia. Ale w przeszłość nie ma co patrzyć. Trzeba ją szanować a w szczególności zawodników którzy rok po roku pracują na chałę naszego klubu. Zaczynamy znów od nowa i nie ma co ukrywać, będziemy próbować wyrwać się z tej B klasy. Taki plan obok nas ma cała liga a miejsce jest tylko jedno czyli jednym słowem zapowiadają się ciekawe rozgrywki i szkoda, że w jednej rundzie zgramy jedynie 8 meczy, które nie wybaczają porażki. Przegrywasz dwa spotkanie i niemal wypadasz z walki o główny cel. Do walki o jak największą liczbę punktów ruszamy z brakami kadrowymi. Kilku zawodników odeszło do wyższych lig by rozwinąć skrzydła (tego im życzymy), kilku jeszcze nie wróciło z wakacji ale mamy jeszcze swoją armię, która w każdym meczu walczy.

Pierwszy mecz ligowy był spotkaniem tak na prawdę do jednej bramki. INTER zdominował  Borkovię i jedynie dobra postawa bramkarza naszych rywali uchroniła jego zespół przed dwucyfrówką. Inter od początku ruszył do ataku i zepchnął gości do obrony. W pierwszej połowie mieliśmy karnego – obronionego, kilka sytuacji sam na sam – obronione, był tez słupek i kilka strzałów minimalnie przestrzelonych. Pomimo niewykorzystanych sytuacji udało się jednak dwukrotnie umieścić piłkę w bramce co dao nam spokój. Strzelcami M. Sroka i K. Śwerad.

 Po przerwie nic za wiele się nie zmieniło. Znów dwa strzały niecelne (poprzeczka, słupek), kilka groźnych strzałów obok bramki, były również sytuacje podbramkowe, które jednak w przedziwnych okolicznościach nie zostały zakończone celnym trafieniem. Padły również gole co na co czekają kibice. Było ich dokładnie 5. Trafienie z rzutu wolnego Mateusza Papiernika, ładna bramka z dystansu D. Dziewita i strzał M. Sroki to te najpiękniejsze. Pierwszą bramkę w swoim życiu strzelił również Rafał Dziura, który plasowanym strzałem obok słupka pokonał bramkarza przyjezdnych. Po tej bramce radości nie było końca

Zwyciężamy zasłużenie co cieszy. Czeka nas pauza a  następnie walka o kolejne punkty z Olimpią Nockowa. Najważniejszy jest start, który napędza. Góra Ropczycka ma w końcu upragnione swoje gniazdo (gratulujemy), Plon i Bystrzyca ma aspiracje na awans, Olchovia ma pieniądze, Ocieka ma swoje słynne konie ocieckie , Borek dziś udowodnił, ze pomimo braków kadrowych ma bramkarza a my mamy zespół który walczy i za to im dziękujemy.