Seniorzy

 

12.09.2026 Brzostek 17:00
06.09.2026 Gnojnica 14:00 1:6 
Jaromir Kłósek  3 bramki

Derby dla nas. Czas na ligę

Po serii spotkań bez zwycięstwa przyszła pora na Puchar Polski. Los skojarzył nas z dobrze znaną nam sędziszowską Lechią. Derby zawsze mają swój ciężar, dlatego bez względu na to, w jakich składach oba zespoły pojawiły się na boisku, emocji nie mogło zabraknąć. Potwierdziła to również bardzo dobra frekwencja. I tych emocji rzeczywiście nie zabrakło.

INTER rozpoczął spotkanie znakomicie. Po 20 minutach prowadziliśmy już 3:0! Na listę strzelców wpisali się Jaromir Kłósek, Miłosz Bielak oraz Hubert Dziura, który pewnie wykorzystał rzut karny. A mogło być jeszcze lepiej. Była szansa na czwartego gola, ale w ostatniej chwili obrońca Lechii wybił Jarkowi Kłóskowi piłkę spod nóg. Po świetnym początku do głosu zaczęli dochodzić goście. Lechia odrobiła dwie bramki i przed przerwą zrobiło się naprawdę gorąco. Do szatni schodziliśmy przy wyniku 3:2.

Po zmianie stron inicjatywę przejęła Lechia. Goście doprowadzili do wyrównania po rzucie karnym wykorzystanym przez Pyrdka i coraz mocniej naciskali. Kiedy wydawało się, że kolejny cios jest tylko kwestią czasu, odpowiedział INTER!  Świetną akcją popisał się nasz zespół, a po jej zakończeniu po raz drugi tego dnia do siatki trafił Jaromir Kłósek. 4:3! Ostatnie minuty to już walka o każdy metr boiska. Lechia szukała wyrównania, które oznaczałoby konkurs rzutów karnych. Na szczęście między słupkami kapitalnie spisywał się Benek, a cała drużyna do ostatniego gwizdka walczyła o utrzymanie prowadzenia. Udało się!

INTER pokonuje Lechię Sędziszów 4:3 i melduje się w kolejnej rundzie Pucharu Polski! W końcówce spotkania swój debiut w pierwszym zespole zaliczył kolejny junior – Karol Jarząb. Gratulacje!

Gramy dalej! Być może los pozwoli nam w kolejnej rundzie na następne derby. Tym razem z przeciwnikiem z zachodu – Błękitnymi Ropczyce. Czy było idealnie? Nie. Czy są jeszcze rzeczy do poprawy? Oczywiście. Ale dziś były bramki, była walka, było zaangażowanie, którego nie brakuje od pierwszego gwizdka tego sezonu i – co najważniejsze – jest zwycięstwo.

I pewnie znajdą się tacy, którzy powiedzą, że Lechia nie zagrała pierwszym składem, że mogła potraktować ten mecz ulgowo albo że nie walczyła na sto procent. Niech będzie. Wynik jednak idzie w świat.

A wynik jest taki: INTER 4:3 LECHIA SĘDZISZÓW. To my gramy dalej! 


Za bardzo gościnni

Kolejny mecz na własnym boisku i kolejna szansa na pierwsze ligowe zwycięstwo na poziomie klasy okręgowej. Rywal, podobnie jak my, był beniaminkiem, z tą różnicą, że do tej pory w tym sezonie jeszcze nie przegrał. Przed meczem, tuż za Kolbuszowianką, z 10 punktami na koncie zajmował drugie miejsce w tabeli.

Mecz nie rozpoczął się dla nas tak, jak sobie wyobrażaliśmy. Dość szybko goście wyszli na prowadzenie. Skutecznie odpowiedzieliśmy bramką A. Steca po kapitalnie rozegranej akcji. Chwilę później goście ponownie objęli prowadzenie, a w 45. minucie, przy naszej biernej postawie po rzucie wolnym i główce kapitana Głowaczowej, podwyższyli przewagę.

Drugą połowę rozpoczęliśmy od zdecydowanych ataków. Mieliśmy sytuacje, by złapać kontakt i powinniśmy zdobyć bramkę, jednak nadal nie potrafimy przełamać naszej strzeleckiej niemocy. Zamiast wyniku 2:3 mieliśmy dwie szybkie akcje gości i zrobiło się 1:5. W tym momencie nadzieja na zdobycie punktów wyraźnie przygasła. Nasi zawodnicy nie zamierzali jednak rezygnować. Nadal atakowaliśmy, po drodze marnując kilka znakomitych sytuacji. W końcówce goście dołożyli kolejne trafienie, ustalając wynik spotkania na 1:6. W doliczonym czasie gry doszło do groźnego zdarzenia. Zawodnik gości tak niefortunnie interweniował, że wypadł poza boisko, zatrzymał się na ogrodzeniu, a następnie zsunął się i pod nim wpadł do rowu. Doznał kontuzji ręki i konieczna była pomoc karetki pogotowia. Życzymy zawodnikowi dużo zdrowia i szybkiego powrotu do gry!

Choć po raz kolejny ponosimy porażkę, która boli, trzeba przyznać, że byliśmy dziś zespołem słabszym. Wynik nie do końca odzwierciedla jednak przebiegu gry. Zasłużyliśmy na więcej strzelonych bramek. Patrząc na to, co działo się na boisku, goście do zdobycia swoich bramek potrzebowali, kolokwialnie mówiąc, „pół” sytuacji. My natomiast marnujemy je na potęgę.

Przed nami kolejne ligowe spotkanie w Brzostku, ale wcześniej — już w środę — czeka nas pucharowe starcie z Lechią Sędziszów. Musimy się pozbierać, „zalizać rany” i walczyć dalej. Nie mamy nic do stracenia. Brakuje naprawdę tyci, tyci… i będzie dobrze!


Nadzieja była. Zwycięstwa zabrakło…

Po gwizdku na przerwę była nadzieja… Jest pierwszy punkt więc przyszedł czas, by pokusić się o zwycięstwo. Rywal wydawał się być w naszym zasięgu. LKS Pustków, po nieudanym początku i wysokich porażkach, w ostatniej kolejce — podobnie jak my — zapunktował. Podobnie jak my chciał w końcu wygrać. I… wygrał.

Pierwsza połowa należała do nas. Gra się układała, było mnóstwo sytuacji pod bramką gospodarzy, a mimo to w 45. minucie przegrywaliśmy z LKS Pustków 2:0. Pierwsza bramka dla rywali była prezentem z naszej strony. Zresztą druga również. Brak zdecydowanego wybicia w polu karnym i Pustków wykorzystuje dobrą okazję, obejmując prowadzenie. Tak naprawdę wcześniej gospodarze mieli już dwie podobne sytuacje. Nasi zawodnicy w końcu się budzą i ruszają do ataków. Mamy naprawdę wiele okazji, by doprowadzić do remisu. Najlepszą z nich miał Miłosz Bielak, który przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem gospodarzy. Może trzeba było go mijać… Łatwo się mówi. Gdy wydawało się, że bramka dla nas wisi w powietrzu, zabrakło zdecydowania Tomasza Pichli. Ku naszemu zdziwieniu zamiast remisu musieliśmy odrabiać już dwie bramki, a do końca pierwszej połowy pozostawały ostatnie minuty. Marzyliśmy o bramce kontaktowej jeszcze przed przerwą i udało się ją zdobyć! Chwilę wcześniej, po drugiej żółtej kartce, boisko musiał opuścić zawodnik miejscowych. Czekała nas więc cała druga połowa gry w przewadze jednego zawodnika. Wracając do bramki — kapitalne dośrodkowanie Mateusza barana i świetny strzał głową Miłosza Jaska dały nam mnóstwo nadziei. Miłosz był dziś najlepszym zawodnikiem w naszej drużynie!

Ostatni gwizdek pierwszej połowy. Mimo że do odrobienia pozostawała już tylko jedna bramka, wśród naszych kibiców dało się wyczuć optymizm. Wierzyliśmy w odwrócenie losów spotkania. Po pierwszych 45 minutach mieliśmy do tego pełne prawo.

Drugą połowę… spierniczyliśmy koncertowo!

Z gry, która cieszyła oko w pierwszych 45 minutach, praktycznie nic nie pozostało. Rywal cofnął się do głębokiej defensywy, a my nie potrafiliśmy jej sforsować. Bicie głową w mur. Przypomina się starcie z LKS Jastrząbka, kiedy to my graliśmy w podwójnym osłabieniu, a pewny siebie rywal nie potrafił nas skarcić. Tym razem role się odwróciły. Tak naprawdę mieliśmy trzy, no może cztery klarowne sytuacje, by złapać kontakt z rywalem. Raz słupek, raz wybicie piłki z linii bramkowej, sytuacja sam na sam Damiana Machnicy i wreszcie niecelny strzał głową Miłosza Jaska.  Pozostałe sytuacje (a było ich wiele), to brak decyzji na strzał bądź sporo zamieszania w polu karnym i na jego obrzeżu, bez sensownego rozegrania. Po drugiej stronie wystarczył jeden wypad gospodarzy. Błąd w ustawieniu Damiana Machnicy, który zbyt łatwo dał się ograć, a następnie wstrzelenie piłki w nasze pole karne. Napastnik z Pustkowa machnął się, marnując stuprocentową sytuację. Drugi zawodnik zawahał się i nie oddał strzału, a niefortunnie wybijając piłkę, skierował ją… do własnej bramki Jakub Juchno. Ale akurat Jakuba za stratę tej bramki nie winiłbym. Była ona wypadkową wcześniejszych błędów całego zespołu. KATASTROFA!!!

Po meczu mamy prawo być źli. Nie można tutaj mówić o frycowym, uczeniu się ligi czy braku doświadczenia. To byłyby tylko próby oszukania samych siebie. Nie chcemy już słyszeć, że ładnie gramy, ale brakuje wykończenia. Chcemy zwycięstw!!!

Przed nami arcytrudny pojedynek z LKS Głowaczowa. Przed rokiem to właśnie my zatrzymaliśmy rozpędzoną i niepokonaną wówczas Głowaczową, a później rozpoczęliśmy marsz w górę tabeli. Historia lubi się powtarzać — mówią. Głowy do góry! Z przegranego meczu, a szczególnie z fatalnej drugiej połowy, wyciągajmy wnioski, nie spuszczamy głów i walczymy dalej! Dziś źli ale na niedzielę będziemy gotowi.

Dziękujemy kibicom za liczną obecność w Pustkowie. DO BOJU INTER!


Pierwszy punkt jest. Jest i niedosyt.

Po dwóch spotkaniach mieliśmy już dość płacenia frycowego. Cel na kolejny mecz był jasny – zdobyć pierwsze punkty w sezonie. Rywal, który przyjechał do Gnojnicy, również miał o co walczyć. Po zwycięstwie nad Victorią Czermin chciał dopisać do swojego konta kolejne punkty. W wyjściowym składzie INTERU aż trzy zmiany. Po meczu można powiedzieć jedno – obroniły się. Przed pierwszym gwizdkiem odbieramy puchar za awans od przedstawiciela Podokręgu Dębica- Dziękujemy !!!

Początek spotkania należał do nas. Mieliśmy dwie sytuacje podbramkowe, których jednak nie wykorzystaliśmy. Po chwili do głosu doszli goście, którzy powinni objąć prowadzenie. Nas przy życiu utrzymywał Tomasz Chmiel, który między słupkami spisywał się bardzo dobrze. Po drugiej stronie boiska kombinacyjną grą stwarzaliśmy kolejne sytuacje, jednak brakowało tego ostatniego podania albo finalizacji. Do przerwy bezbramkowo.

Drugą połowę rozpoczęliśmy najlepiej, jak tylko można było. Szybki atak prawą stroną, wstrzelenie piłki w pole karne i zimna krew Miłosza Bielaka, który zdobywając swoją debiutancką bramkę, wyprowadził INTER na prowadzenie!  Idziemy za ciosem i mamy kolejne okazje. Najlepszą z nich marnuje Jaromir Kłósek, który z kilku metrów przestrzeliwuje. Były sytuacje, w których nie potrafiliśmy zadać kolejnego ciosu. Brakowało miejsca do oddania strzału albo ułamek sekundy zawahania decydował o braku powodzenia. Goście, nie mając już nic do stracenia, rzucili się do ataku. Na niespełna 10 minut przed końcem spotkania doprowadzili do wyrównania. Poczuli krew i poszli za ciosem. Mieli swoje sytuacje, ale bez efektu bramkowego. My również mieliśmy swoje szanse. Dwa rzuty wolne, po których zabrakło finalnego strzału, a przy jednej z wrzutek szczęśliwie piłkę po główce Jakuba Posłusznego nad poprzeczką wybił bramkarz gości z Wadowic. Emocji nie brakowało aż do ostatniej akcji meczu. Rzut wolny dla przyjezdnych, po którym zakotłowało się w naszym polu karnym. Goście domagali się rzutu karnego, jednak sędzia zagwizdał po raz ostatni i spotkanie zakończyło się remisem.

Szanujemy ten pierwszy, historyczny punkt, ale niedosyt pozostaje. Z przebiegu gry byliśmy o te 10% lepsi i naszym zdaniem zasługiwaliśmy na zwycięstwo. Stracona bramka nam je zabrała. Z drugiej strony – gdybyśmy stracili gola w ostatnich minutach, niedosyt byłby jeszcze większy. Cieszmy się więc z pierwszego punktu, a zdobyte doświadczenie przekujmy w sukcesy w kolejnych spotkaniach.  Przed nami intensywny miesiąc. Przez najbliższe dwa tygodnie czekają nas mecze w systemie środa–niedziela. Będzie więc wiele okazji, by poprawić swoją sytuację w ligowej tabeli.

Pierwszy punkt zdobyty. Teraz czas na kolejne !!!


Źle, źle, źle niedobrze… Uczymy się ligi ale nie poddamy się

Po dobrym, choć przegranym spotkaniu inaugurującym sezon, do Podborza jechaliśmy pełni optymizmu. W pierwszej kolejce nie udało się zapunktować, więc liczyliśmy, że pierwsze punkty przywieziemy z wyjazdu. Rywal co prawda zdecydowanie pokonał w pierwszej kolejce drużynę z Czermina, ale – podobnie jak my – jest beniaminkiem. Właśnie tutaj upatrywaliśmy swoich szans.
Od pierwszych minut, na nierównym boisku, gospodarze mocno zaatakowali, a ich akcje koncentrowały się głównie pod naszą bramką. Już w pierwszej akcji było blisko gola. Miejscowi dobrze czuli się na własnym boisku i długo nie pozwalali nam rozwinąć skrzydeł.
Na szczęście udało nam się przetrwać ten trudny początek i sami ruszyliśmy do ataku. M. Bielak wpadł w pole karne, ale zabrakło dobrego wykończenia i z tej sytuacji nic nie wynikło.
Po dobrym początku gospodarzy to my zaczęliśmy osiągać lekką przewagę. Gra przeniosła się na połowę rywala i wydawało się, że powoli przejmujemy kontrolę nad spotkaniem. Niestety, jedna akcja wystarczyła, by licznie zgromadzona grupa naszych kibiców musiała pogodzić się z utratą bramki. Przegrywaliśmy 1:0.Próbowaliśmy szybko odpowiedzieć, jednak tego dnia niewiele nam wychodziło. Gdy ponownie zaczęliśmy uzyskiwać lekką przewagę, gospodarze zadali kolejny cios.Zamiast wyjść z piłką w przewadze, tracimy ją w środku pola. Dwa podania wystarczyły, by nasza defensywa została rozmontowana. 2:0. I niestety – to nie był koniec. Trzecia bramka dla rywali to już kompletne nieporozumienie w naszej obronie. T. Pichla zagrywa piłkę głową do naszego bramkarza tak niefortunnie, że napastnik gospodarzy przejmuje futbolówkę i podwyższa wynik na 3:0. Mimo wszystko nadal wierzyliśmy, że nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa. Marzyliśmy o bramce na 3:1, która mogłaby dać nam impuls i jeszcze przed przerwą przywrócić wiarę w odwrócenie losów spotkania. I była ku temu znakomita okazja. Po świetnym rozegraniu sam na sam z bramkarzem gospodarzy znalazł się Miłosz Bielak. Powinno być 3:1! Niestety, bramkarz gospodarzy obronił strzał naszego zawodnika. „Ajajaj!” – krzyknęło zapewne wielu naszych kibiców. Do przerwy 3:0.
Po zmianie stron, nie mając już nic do stracenia, ruszyliśmy do ataku. Tym razem sam na sam z bramkarzem gospodarzy znalazł się Jaromir Kłosek. Znów jednak zabrakło skuteczności. Patrząc na dwie znakomite sytuacje naszych zawodników, można było spokojnie wyobrazić sobie wynik 3:2. Gospodarze również mieli swoje okazje i trzeba przyznać, że ich czwarta bramka prawdopodobnie całkowicie zamknęłaby to spotkanie. Kolejny impuls do odrabiania strat dał Miłosz Bielak. Jego atak nie zakończył się co prawda golem, ale przyniósł nam rzut rożny. Po jego wykonaniu Patryk Charchut znalazł drogę do bramki i mamy 3:1!Zaczęliśmy powoli wierzyć, że jeszcze można tutaj coś ugrać. Dobrą zmianę dał Martin Oswald, który wyraźnie rozruszał prawą stronę. Pojawiały się kolejne sytuacje, brakowało jednak najważniejszego – bramki kontaktowej. Gdyby udało się strzelić na 3:2, końcówka mogłaby być naprawdę gorąca. Ostatecznie jednak czasu zabrakło. Przegrywamy 3:1.
Ktoś tu wcześniej pisał, że będzie bolało. Oj, będzie. Ale wierzymy, że jak już przestanie boleć, to zaczniemy punktować. Dziś tak naprawdę nie pokazaliśmy nawet w części tego, na co nas stać. Zagraliśmy może 30% tego, co pokazaliśmy przed tygodniem. To był nasz najgorszy mecz tej jesieni. I mam ogromną nadzieję, że kiedy na koniec rundy jesiennej będziemy wracać do tego tekstu, to właśnie to zdanie nadal będzie aktualne. To był nasz najgorszy mecz tej jesieni.
Atut wygrał zasłużenie i tego gospodarzom gratulujemy. Dziś doznaliśmy jeszcze jednego na co zgodzić się nie możemy. To zachowanie gospodarzy w stosunku do naszej ławki rezerwowych, które  znacząco odbiegało od norm ogólnie obowiązujących i nie powinno mieć miejsca na piłkarskim boisku.
Przed nami kolejne spotkanie i kolejna szansa na zdobycie pierwszych punktów. Dziś dziękujemy zawodnikom za walkę, a naszym kibicom za wsparcie. Wierzymy, że kolejna niedziela będzie już należała do nas.
A na koniec… coś niesamowitego!
Przed meczem, chcąc mieć gotowe materiały pomeczowe, poprosiłem sztuczną inteligencję, aby przygotowany wcześniej plakat zapraszający na spotkanie z Atutem przerobiła na plakat podsumowujący mecz. Plakat został wygenerowany – oczywiście z wynikiem. Później poprosiłem, aby wynik usunąć. Wracając z meczu, przypomniałem sobie jednak, jaki wynik pojawił się na pierwszej wersji grafiki. 3:1. Dokładnie taki, jaki zobaczyliśmy na boisku.
Przypadek? Tego nie wiemy.  Wiemy natomiast jedno: Moja rada dla sztabu i zawodników:

Głowy do góry i jazda!


Chyba niedosyt a może pierwsze koty za płoty…co myślicie?

Historia stała się faktem. INTER rozegrał swój pierwszy mecz na poziomie Okręgówki. Przed pierwszym gwizdkiem były miłe chwile. Wręczano Puchary za awans. Pierwszy na ręce kapitana wręczył Burmistrz Ropczyc Pan Kazimierz Moskal. Asystował mu Dyrektor RCSiR Pan Marek Ormiański, który przekazał komplet piłek meczowych. Drugi puchar od Zarządu  naszego klubu wręczył Viceprezes Marcin Sroka, któremu asystował Tomasz Bieś

Po chwili zabrzmiał pierwszy gwizdek i by określić to co stało się w pierwszych pięciu minutach wystarczy jedno słowo… to które rozpoczyna relacje z dzisiejszego meczu. Zamieńmy tylko jedną literę „o” na „e” i już wszystko jasne… histeria.

Zapłacił w tych minutach frycowe Inter Oj zapłacił. Dość szybko tracimy dwie bramki po zaledwie dwóch akcjach i dwóch strzałach rywali z Dębicy. Wielu na stadionie po tych nieszczęsnych minutach obawiało się pogromu. Kompletnie nie żarło. Sygnał do odrabiania strat dał Jaromir Kłosek, który tak spresował defensywę przyjezdnych, że już w 7 minucie do odróbki została jedna bramka. INTER uwierzył w siebie. Chwilę później powinno być 2:2. Kapitalne wstrzelenie w pole karne, główka T. Pichli tylko czemu niecelna. Pech naszego zawodnika. Była siła, był timing jednak zabrakło tego najważniejszego. Do przerwy przegrywamy jedna bramką. Goście więcej w tym czasie posiadali piłę. Ich schematyczna gra była cierpliwa. Rozgrywali piłkę spokojnie utrzymując się przy niej a zarazem szukając prostopadłych podań w pole karne. W tym okresie gry nasi skutecznie neutralizowali te ataki ale to jednak wynik i upływający czas był po stronie przyjezdnych…

Druga połowa to już nasza dominacja. Próbujemy niemal wszystkiego. Napór jest widoczny. Mamy sytuacje bramkowe ale nie mamy wyrównania. Był słupek, były strzały ale świetnie dziś spisywał się bramkarz Igloopolu, Profesor w swym fachu, który grał jak ostatni stoper. Od 80 minuty gramy w przewadze po czerwonej kartce dla obrońcy z Dębicy. Do ostatnich chwil walczymy o punkty. Były okazje ale wynik z pierwszej części gry nie ulega zmianie. Przegrywamy ale z podniesiona głową.

Pierwszy mecz bez punktów, ale gra powinna się podobać. Wielu dziś mówiło że remis byłby sprawiedliwym wynikiem. Byłby gdyby wpadła bramka na 2:2. A na tablicy wyników, której na razie nie ma ale zawsze może być, tym bardziej że Dyrektorowi RCSiR bardzo spodobała się atmosfera na stadionie w Gnojnicy jednak pozostało 1:2. To rywal dziś pokazał boiskowe cwaniactwo i wyrachowanie i uważam że to był ten mały ale ważny języczek u wagi. Cóż z przewagi drugiej połowie (rezerwy Igloopolu miały jedną okazje w 88 minucie, kiedy to jednak Benedykt Stec  zatrzymując rywala będącego w 100% sytuacji przedłużył nadzieje na korzystny wynik). Przygotujmy się na kolejne mecze, które tak mogą właśnie wyglądać. Dziś momentami za bardzo chcieliśmy, jeszcze jedno podanie, jeszcze jedna poprawka przed strzałem a tutaj miejsca już nie ma.

Na koniec pytanie dla każdego. Czy zdaliśmy egzamin i czy Okręgówka to czasem nie za wysokie progi? Ja odpowiem za siebie tak… Pokazaliśmy się z dobrej strony. Frycowe zapłacone, Cierpieć będziemy i o punkty również będzie ciężko. Może przyjdzie nam na to poczekać ale dziś pokazaliśmy że jesteśmy gotowi. Fizycznie fajnie to wygląda i jak to powiedział obojętny nam dziś kibic…” wstydu nie było”… tego się trzymajmy. Parę niedociągnięć jest ale jak najbardziej wymagający nasz kibic Pan Edzio San Siro po meczu był zadowolony z postawy to musi do coś znaczyć… Pamiętajmy jedno MY NIE MY  NIE MY NIE MY NIGDY NIE PODDAMY SIĘ SAN SIRO GNOJNICA OLE

Dziękujemy kibicom za doping i liczną obecność