Seniorzy

Następny Mecz
Poprzedni Mecz
Najlepszy strzelec
Pustków -.- .2021 godz.: -:-
Żdżary 25.10.2020 godz.: 16:00 2-3
 Frydło Adrian  9 bramek

 

 


Uff…

Znając wyniki meczów sobotnich zmotywowani jedziemy na ostatni mecz ligowy w tym roku. Nie oszukujmy się cel jest jeden. Zwyciężyć !!!! Piłka nożna to jest jednak sport pełen niespodzianek a o końcowym rezultacie świadczy to co w sieci. Dziś inaczej przedstawimy przebieg meczu. Na Dzień Dobry powiem że udało się. Zwyciężyliśmy i punkty są ostatecznie w Gnojnicy. W myśl zasady zwycięzców się nie sądzi gratulujemy naszym zawodnikom tego wyniku.

Po 15 minutach gry powinno być już 0-3. Znakomite sytuacje, coś więcej niż setki marnują po kolei gracze X, X, oraz X (nie sądzimy wygranych) . W końcu w 20 minucie po składnej akcji Frąckowiak-Frydło obejmujemy prowadzenie. Nim emocje opadły Adrian podwyższa na 0-2 i pewnie już kontrolujemy przebieg meczu. Stwarzamy sobie sytuacje które znów niestety marnują gracze X, X i X . W przerwie poważnie rozmawiamy i cel, który sobie stawiamy na drugą część meczu to podwyższanie prowadzenia i jeszcze raz podwyższanie poprzez skuteczność.

Gwizdek sędziego. Nie mija minuta a gospodarze łapią kontakt, mamy swoje setki jednak znów nie trafiamy. Po chili mamy ku zaskoczeniu remis. Rzut rożny niefortunna interwencja M. Oswalda, poprzeczka i jest 2:2. Na usta ciśnie się jedno słowo te na „k” jak można tak spieprzyć kontrolowany mecz. Ku zdziwieniu sami nie wiemy czego, po chwili nie ma już 3-2. Przypomina to starcie w Borowej i nieodżałowane stracenie 3 punktów (gdzie bylibyśmy dziś w tabeli gdyby nie to) Na szczęście nie ma. Idziemy na całość znów atakujemy i znów nie trafiamy. W 88 minucie dostajemy złoty los od szczęścia. Faulowany w polu karnym jest Michał Papiernik i piłkę meczową na 11 metrze ustawia T. Paśko. Na szczęście trafia. Mamy 5 minut doliczonego czasu gry i kolejne dwie sytuacje na zaklepanie wyniku. Tym razem myli się dwóch zawodników wprowadzonych po przerwie X oraz X. Dziś bramkarz gospodarzy miał chyba „dzień konia” wybronił tyle sytuacji co niejeden środkowy bloku w meczu siatkarskim

Dziś szczęście w w końcu było z nami, wyrywamy  trzy punkty konsekwencją ale pokazujemy również jak grać nie możemy. Zresztą dzisiejszy mecz może być małym podsumowaniem całej rundy. W każdym meczu stwarzamy sobie sporo sytuacji wydaje się być nie do zmarnowania, jednak ostatecznie punktów z tego nie ma i wciąż musimy z dołu patrzeć na czoło tabeli. Niekiedy rywale trafiają co mają i punktują. 

Dla nas runda się zakończyła. do końca listopada popracujemy jeszcze na treningach nad roztrenowaniem i już czekamy na wiosnę. Dla nas koniec ale nie dla wszystkich. Wciąż przed nami starcie o pierwsze miejsce w ligowej tabeli. W zaległym spotkaniu Jastrząbka (wg nas najlepiej poukładana drużyna w klasie B oczywiście poza nami :))  pojedzie powalczyć o fotel lidera do Sędziszowa. Dziś chcemy podziękować wszystkim zawodnikom za grę tej jesieni. Za ambicję za zostawione zdrowie i za zwycięstwa a także za porażki i wyciągnięte z nich wnioski. Dziękujemy trenerowi, wszystkim zaangażowanym w organizację spotkań oraz przeciwnikom za kulturalną walkę w duchu fair play i oczywiście arbitrom. Na wiosnę u nas w Gnojnicy będziemy mocni….  Na koniec Dużo zdrowia dla wszystkich…tak potrzebnego w dzisiejszych czasach


INTER Charakterni Gnojnica

Zwariowane te popołudnie. Jedziemy do Ostrowa na mecz rundy z Starą Jastrząbką-Róża a tu boisko nieprzygotowane. Coś zawiodło, jednak szybko zadziałał Arkadiusz Fornek i przy pomocy naszych porządkowych udało się przygotować boisko do gry. Brawo Panowie za pomoc. Szczególne brawa dla Benka Steca, który sprawnie wyznaczył pole gry. Pewnie pierwszy raz w życiu to robił ale wyszło mu świetnie.  Dziś musimy zagrać bez trenera. Służba nie drużba i w czasie pandemii Covid-19 wezwany został do pełnienia obowiązków w PSP. Czas przejść do aspektów sportowych…

Początek spotkania i po jednej doskonałej akcji po obu stronach. W 8 minucie kapitalnym strzałem z okolicy 30 metra popisał się Pupek. Piłka wpadła w samo okienko i przegrywamy. Gramy nerwowo, daleko od przeciwnika, w grze na pewno przeszkadza pogoda i grząskie boisko ale warunki są równe dla wszystkich. W 22 minucie powtórka z rozrywki. Tym razem kapitalnym strzałem popisuje się Nowak i piłka znów melduje się w okienku bramki strzeżonej przez J. Oswalda. Jest ciężko ale nie załamujemy się. Już minutę później bramkę „stadiony świata” strzela D. Dziewit. Teraz to on z dystansu huknął w okienko bramki przeciwnika. Piłka po atomowym strzale odbiła się jeszcze od poprzeczki i załopotała w siatce. Brawo mamy kontakt, szkoda jedynie tego, że z powodu pandemii mecz odbywał się bez kibiców i jedynie garstka osób mogła zobaczyć te kapitalne bramki. W 33 minucie wracamy do żywych. M. Bieś wykonuje rzut wolny. Piłka wpada w pole karne. W zamieszaniu nikt nie potrafił jej wybić ani przeciąć i ku zaskoczeniu wszystkich wpada do bramki. Idziemy zaciosem i setkę ma A. Frydło jednak tym razem nasz najlepszy strzelec myli się. To co stało się między 35 a 45 minutą woła o pomstę do nieba. Znów dajemy sobie strzelić dwie bramki i znów mamy pod górkę. Przeciwnik dziś bezbłędny. Co ma to wykorzystuje.

W przerwie mobilizacja, Skoro udało się odrobić z 0:2 musimy ratować wynik po przerwie. Połowicznie udaje się to już w 51 minucie. Wprowadzony po przerwie Krystian Baran z impetem wszedł w pole karne i dośrodkowanie M. Biesia zamienił na bramkę po silnym strzale głową. Łapiemy wiatr w żagle i atakujemy nadal… takie jest założenie, jednak trzy minuty później pada znów bramka, która paść nie powinna. Niezdecydowanie J. Ortyla i Kitrys z metra znów daje +2 bramki swojej drużynie. INTER jednak nie poddaje się. Walczymy do końca. Rywal nieco słabnie co wykorzystujemy. W 78 minucie znów mamy kontakt za sprawą M. Biesia a w 90 minucie dopinamy swego i odrabiamy straty. Strzelcem ponownie K. Baran. Mamy doliczone 5 minut i ambicje na wyrwanie czegoś więcej. Jest blisko bo gała po strzale Mateusza Papiernika trafia jedynie w poprzeczkę.

Ostatecznie remisujemy i szanujemy zdobyty punkt. Remis pozostawia nas przy nadziei na kontakt z czubem tabeli. Dziś drużyna pokazała prawdziwy charakter. Nie jeden by zwątpił ale chłopaki do końca walczyli i wyszarpali ten punkt. BRAWA dla całej drużyny. Wiemy, że dziś za dużo było naszych błędów (wyeliminujemy je) jednak po meczu powiedzieć możemy Razem zwyciężamy i razem przegrywamy. Dziś razem zdobyliśmy punkt. Czasem lepiej dwóch rannych jak jeden zabity…a to nam groziło.  Był to ostatni nasz występ w roli gospodarza w Ostrowie. Na wiosnę wracamy do domu. Czas zacząć akcję „INTER I’m Coming  Home” parafrazując utwór Ozzy Osbourne. Link tutaj 


Smok upolowany. Czas na jastrzębia

Po wysokim pokonaniu Grodu Będziemyśl przyszedł czas na Dragon Korzeniów. Innego rozwiązania jak kolejne 3 punkty nie braliśmy pod uwagę.

Mecz rozpoczynamy nerwowo, prowadzimy grę ale sytuacji podbramkowych jak na lekarstwo. W 15 minucie w końcu odnotowujemy pierwszą bramkę i jest nasze prowadzenie. Gola otwierającego spotkanie zdobywa M. Bieś. W 23 minucie prowadzenie podwyższa A. Stec, który już kilka minut wcześniej powinien wpisać sieę na listę strzelców. Mamy kolejne sytuacje jednak nie potrafimy zamienić ich na kolejne bramki.

Druga połowę rozpoczynamy od trafienia M. Sroki. Przeciwnik wydaje się być już na łopatkach, lecz idąc za ciosem marnujemy kolejne dogodne sytuację. Trener daje pograć wszystkim rezerwowym. W 88 minucie wynik spotkania ustala A. Frydło – nasz najlepszy strzelec. Wcześniej groźnie atakował Frąckowiak, jednak jego strzały ostatecznie nie znalazły drogi do siatki przeciwnika. Szkoda strzału w okienko, który wybronił bramkarz gospodarzy bo bramka byłaby przepięknej urody. Swoich szans bez udanego zakończenia próbowali również oprócz strzelców bramek T. Paśko, D. Dziewit, K. Baran, P. Godek i Mateusz Papiernik.

Teraz czeka nas mecz jesieni. Po stratach punktów z początku sezonu i udanej pogoni liderów podejmować będziemy zespół ze ścisłej czołówki. Pokonując go zameldujemy się w czubie tabeli, tracąc kolejne punkty niestety pozostaniemy w środku z wielką stratą do odrobienia. Mobilizujemy się i zmotywowani zaczniemy przygotowania do tego spotkania. 


Planowane punkty zaksięgowane

W kolejnym spotkaniu gościliśmy w Ostrowie, gdzie gospodarzem był Gród Będziemyśl – ostatnia drużyna w ligowej tabeli. Przed meczem było wiele przestróg i koncentracja by nie zlekceważyć rywala i nie pozwolić mu za wiele. INTER od pierwszej minuty przeważał i stwarzał sobie znakomite sytuacje, Bramka jednak nie padała. Była poprzeczka, sytuacje sam na sam, groźne strzały a nawet rzut karny, który zmarnował D. Dziewit. Do pierwszej bramki, która padła w 16 minucie naliczyliśmy się 7 bardzo dobrych sytuacji na napoczęcie rywala w tym cztery to 200%. Gdy już bramka padła (M.Bieś) worek otworzył się. Dwie minuty później bezpośrednio z rzutu rożnego przy pomocy porywów wiatru bramkę zdobył A. Frydło, który w tym meczu skompletował hattrick- pierwszy w drużynie seniorów. Mamy nadzieję , że nie ostatni, czego Adrianowi i sobie życzymy. Przed przerwą swoje bramki strzelili jeszcze T. Paśko z karnego (w drugiej połowie dołożył drugie trafienie – również z karnego) i D. Dziewit. Gród – INTER do przerwy 0:5

Druga połowa to dalsze ataki naszego zespołu. Oprócz wspomnianych T. Paśko i A. Frydło bramkę zdobywa również M. Sroka. Gospodarze w 82 minucie zdobywają bramkę honorową i mecz ostatecznie kończy się wynikiem 1:8 na naszą korzyść.

Spotkanie wyraźnie jednostronne, chociaż po przerwie Gród miał kilka sytuacji pod naszą bramką. Przy stanie 0:4 bramkarz z Będziemyśla zaczął grać już na czas – była to dziwna sytuacja. Chłop puścił aż 8 bramek i tak może być bohaterem swojego zespołu.Obronił rzut karny i wiele razy wygrywał pojedynki z naszymi zawodnikami. Szkoda, że na dzisiejszy mecz mieliśmy okrojoną kadrę (ostatnio z Bystrzycą aż 20 zawodników do gry dziś zaledwie 15), bo trener więcej dałby pograć  rezerwowym. Teraz jedziemy do Korzeniowa, gdzie postaramy się podtrzymać dobra passę. Zbliżamy się powoli do czołówki i by cel jaki sobie stawiamy się zrealizował w Korzeniowie musimy zwyciężyć.


Zwycięstwo przed pauzą

Po pokonaniu rezerw sędziszowskiej Lechii jedziemy do Klęczan na pojedynek z KS bystrzyca. Cel je jeden -kolejne zwycięstwo i trzy punkty.

Mecz rozpoczynamy od zdominowania rywala i gry głównie na jego połowie. Pierwsze 30 minut to nasza dominacja i bramka M. Sroki po zespołowej akcji. Ostatni kwadrans jednak niepotrzebnie oddajemy rywalowi, który kilka razy zagroził bramce strzeżonej przez J. Oswalda. Julek znakomicie wybronił dwie piłki

Druga połowa zaczyna się podobnie do pierwszej. W 56 minucie K. Baran podwyższa nasze prowadzenie. Mamy kolejne sytuacje jednak nie powiększamy zdobyczy bramkowych. Trener dokonuje pierwsze zmiany w składzie. Kolejne trzy czekają na realizację, jednak znów darujemy rywalowi dogodne sytuacje na zmianę wyniku. i w 77 minucie gospodarze łapią kontakt i robi się nerwowo. Zmiany zostają chwilowo wstrzymane. Główny cel to poukładać zestawienie i dowieźć prowadzenie do końca. Ostatecznie cel zostaje osiągnięty.

Kolejne 3 punkty dopisane, teraz pauza w ligowych rozgrywkach. W tygodniu rozegramy z Progresem Kawęczyn mecz sparingowy a na ligowe boiska wracamy w pojedynku z Grodem Bedziemyśl. Do tej pory trzykrotnie w pojedynkach z drużynami naszego powiatu w tym sezonie wychodzimy z kompletem punktów. Liczymy na podtrzymanie tego w meczu z Grodem.


Halo… pobudka bo pociąg odjechał 

Po ostatniej katastrofie w Borowej chodziliśmy struci kilka dni. Wszystko idzie nie tak. Zamiast trzymać się czoła tabeli, jesteśmy daleko i coraz więcej punktów straty do czołówki. Czas nie patrzyć już na tabelę i nie mówić o jakiś przełamaniach tylko zacisnąć zęby i zacząć wyciągać punkty. Pierwsza okazja z rezerwami Lechii.

Gramy w nietypowym terminie bo w sobotę o 11:00. Może i dobrze bo znów upały. Na przeciw sobie stają bracia. Benek (nasz wychowanek) broni bramki Lechii. Po drugiej stronie boiska na skrzydle jego brat Arek a wszystko z trybun obserwuje tata Adam. Początek niemrawy. Sytuacje po obu stronach ale klarownych brak. Z biegiem czasu INTER zdobywa plac i przeważa czego efektem bramki K. Barana i M. Sroki. Do przerwy prowadzimy 2:0

Druga połowa rozpoczyna się od lekkiej przewagi rywala. Daliśmy się nieco zepchnąć do tyłu i oddaliśmy przyjezdnym piłkę którzy  w 60 minucie łapią kontakt. Pamiętamy jednak poprzednie pojedynki i od razu wzięliśmy się do roboty. Najpierw M. Bieś strzela na 3:1 a za chwilę M. Sorka ustala wynik na 4:1. Mogliśmy wygrać wyżej. Dobre okazje jednak marnujemy. Tą najlepszą miał A. Frydło, który trafił w Benka, mógł wybrać inne rozwiązanie bo obok był lepiej ustawiony M. Wielis (kolejny junior debiutujący w drużynie seniorów) Na ostatnie minuty w bramce INTERU pojawił się Patryk Dziura, który zmienił dobrze dysponowanego dziś J. Oswalda. Patryk postanowił zamienić grę w obronie i łapanie czerwonych kartek na rolę bramkarza.

Teraz czeka nas wyjazd do Klęczan na pojedynek z Bystrzycą. Lubimy grać w Klęczanach… i niech tak zostanie


Nie tak… miało być już dobrze

Po przełamaniu w Klęczanach w drużynę wróciła wiara w udaną pogoń za czubem tabeli. Przecież w końcu poszło dobrze, kolejni zawodnicy wracają po kontuzjach, wysoka frekwencja na treningach no i oczywiście przekątne. Do Borowej udajemy się w 17-osobowym składzie. Jedziemy po kolejne trzy punkty. To nasz cel

Brak dobrze dysponowanego ostatnio D. Machnicy i J. Ortyla zmusza trenera do roszad w linii obrony. Wraca po kontuzji M. Oswald a nie mając większego wyboru do defensywy przesunięci zostają bracia Papiernicy. Już w 3 minucie gospodarze wychodzą na prowadzenie. Szybko jednak podnosimy się i sunie atak za atakiem. W końcu jest i wyrównanie. Dokładnie do M. Sroki dogrywa A. Stec i mamy remis. Włączamy kolejny bieg i stwarzamy następne sytuację bramkowe. W 33 minucie kapitalnie rozegraną akcję wykańcza W. Duduś i prowadzimy. Gramy dobrze. Widać że w końcu jest nieźle ale do sukcesu i utrzymania wyniku potrzebna jest dobra gra w drugiej połowie…

… tej jednak nie było. Jeżeli w pierwszej części gry INTER włączał kolejne biegi to tą drugą zagrał na biegu jałowym. W 55 minucie tracimy bramkę i znów jest remis. Mamy kilka dobrych akcji na ponowne objęcie prowadzenia. Tą najlepszą miał A. Frydło. Można by powiedzieć była to piłka meczowa. Gospodarze pewnie nie podnieśliby się już. Wystarczyło tylko celnie kopnąć w stronę bramki. Adrian na pewno chciał to zrobić jednak uderzył za mocno i piłka poleciała ponad poprzeczkę… Niestety kolejny raz musimy zacytować to nielubiane piłkarskie powiedzenie „niewykorzystane sytuacje się mszczą”. Orły zagrażali głównie po stałych fragmentach gry. Kolejny rzut rożny i niestety miejscowi już prowadzą. W końcówce po następnym rzucie rożnym prowadzenie podwyższają. Schodzimy niestety pokonani.

Złość na siebie i na grę w drugiej połowie. Chyba po przerwie zostaliśmy jeszcze w szatni. Rywal był do pokonania. Nie obrażając naszych przeciwników średnia wieku grubo po 30. Szacunek, że w wieku 40 lat kilku zawodnikom chce się jeszcze kopać w ligowych rozgrywkach. Wracamy do Gnojnicy w złym nastroju. Przeciwnicy uciekają, miało być tak pięknie a wyszła kicha. Chyba trzeba jakiegoś kreta zakopać za bramką czy wynająć szamana. Nie zasługujemy na porażki gdyż wcale nie jesteśmy gorsi ani słabi ale piłka nożna brutalnie sprowadza nas do codzienności. Z rezerwami Lechii musimy wygrać.


Z piekła do nieba

l gdybym się kiedyś Przełamać się miał, To tylko w Klęczanach! Parafrazując słowa  znanej piosenki dziś musimy to powiedzieć. Uwielbiamy w ostatnich latach grać w Klęczanach. To miejsce było najlepsze na przełamanie naszej niemocy. Udało się i niech tak będzie.

Mecz się jeszcze nie zaczął na dobre a już przegrywamy. Ostatnio mamy kłopoty kadrowe- kontuzje, kartki, inne obowiązki. W pierwszym składzie wybiegł nawet nasz trener – W. Duduś. Pomimo problemów wiemy po co przyjechaliśmy i czujemy, że dziś jest nasz dzień. Mamy karnego na 1:1. Dotąd niezawodny D. Dziewit jednak tym razem się myli. Rozumiemy go z tego „doła po wopnie” sztuka trafić  w bramkę. Jakby tego było mało dostajemy drugie trafienie. Mamy w składzie jednak M. Biesia, którego Plon boi się jak lata temu Góra Ropczycka W. Świerada. Michał przy pomocy kolegów jeszcze przed przerwą strzelając 2 bramki doprowadza do remisu a jego koledzy po przerwie strzelają 4 kolejne i zwycięstwo staje się faktem. Brawo strzelcy: 2 bramki- Mateusz Papiernik, po jednym trafieniu- Michał Papiernik i Jakub Ortyl.; Brawo pozostali…

Wracamy do gry.  Kadra na kolejne mecze powinna być już szersza. Nie odpuszczamy i walczymy jeszcze o tą ligę… SAN SIRO 


Kryzys trwa

Dziwny ten rok 2020. Przestępny mówią- pechowy. Koronawirus przerywa rozgrywki i runda wiosenna nie rusza. są awanse nie ma spadków. Start nowego sezonu  w połowie wakacji (1-2 sierpień) a w INTERZE już w sierpniu mikołajki…

Nie idzie nam, po dwóch pechowych porażkach, osłabieniach składzie pragniemy przełamania w Zawadzie. Jedziemy niestety na mecz w 12-osobowym składzie z jednym nominalnym obrońcą. jeszcze nie tak dawno gramy sparingi w 19-20 osobowym składzie.

Przesypiamy pierwszą część meczu. Z gry jesteśmy nieco lepsi jednak skuteczni gospodarze strzelają nam dwie bramki i przegrywamy do przerwy.

Na drugą cześć wychodzimy zmotywowani i chcemy odrabiać straty. Udaje się to połowicznie i po raz kolejny przegrywamy jedną bramką. Jak nie idzie to nie udzie.

Tracimy bramki po naszych prezentach, stąd  nawiązanie do Św. Mikołaja. Gramy, staramy się, ambicji nie możemy odmówić nikomu a jednak coś jest nie tak. W dzisiejszym spotkaniu wybieraliśmy złe rozwiązania, nie próbowaliśmy zmusić bramkarza Baszty do błędu. Mało strzałów a nawet ładne składne akcje niweczymy kluczowym podaniem. Cóż musimy się pozbierać i poszukać punktów w Klęczanach.


Miłe złego początki

Mamy dwie święte zasady na przyszłość: Nie grać sparingów z Paszczyniakiem Paszczyna oraz w rozgrywkach Pucharowych, gdy nie mamy takiego obowiązku. W sparingu z Paszczyniakiem zostaliśmy mocno poobijani a mecz zanim na dobre się rozpoczął zakończył się dla M Ciebiery, który doznał kontuzji. Po pucharowym pojedynku z Mrowlanką kontuzji nabawili się M. Bieś (przerwa w grze) oraz bramkarz J. Oswald, który poobijany zdecydował się jednak pomóc kolegom w ligowym starciu (przy nieobecności P. Świdra zostalibyśmy bez bramkarza)

Mecz z Brzeźnicą początkowo wyrównany  w dalszej części pierwszej połowy z naszą wyraźną przewagą chociaż przy stanie 0:0 nasz rywal miał znakomitą sytuację, jednak zawodnik przyjezdnych po prostu machnął się i nie trafił w piłkę. W 11 minucie doskonała akcja INTERU. M. Sroka zgrywa piłkę a Mateusz Papiernik w pojedynku sam na sam nie daje szans bramkarzowi gości. Idziemy za ciosem jednak marnujemy swoje sytuacje. Kilka strzałów oddaje A. Stec. Momentami brakuje ostatniego podania w polu karnym lub po prostu strzału na bramkę. Po jednym z rzutów rożnych. P. Godek trafia w słupek. W 34 minucie Brzeźnica doprowadza do remisu. Jedna z kontr, brak spalonego i mamy 1:1. Takim wynikiem kończy się ta połowa.

Druga część rozpoczyna się od przewagi gości, jednak po 5 minutach przejmujemy pałeczkę i to my częściej gościmy pod bramką rywala. Rywale szybko kontratakują. Blisko szczęścia był A. Stec. Wydaje się, iż w końcu bramka musi paść… i pada dla naszego przeciwnika. Błąd w obronie popełnia Michał Papiernik i K. Jaskot wyprowadza swój zespół na prowadzenie w tym meczu. Po chwili niepotrzebne wybicie na rzut rożny i po jego wykonaniu robi się 1:3. Druga bramka K. Jaskota w tym meczu (przed rokiem strzelił nam 4) Coś znów poszło nie tak. Zamiast odzyskać prowadzenie prezentujemy dwie bramki rywalom. Atakujemy jednak do końca. W 82 minucie rzut karny wykorzystuje D. Dziewit i wracamy do gry o punkty. W międzyczasie trafiamy w poprzeczkę. Strzał A. Frydło zablokowany. Z rzutu wolnego nad poprzeczka uderza P. Godek. Sama końcówka to kocił w polu karnym Brzeźnicy, która jednak wytrzymuje nasz napór i księguje trzy punkty.

Nasza przewaga w meczu niestety punktów nie dała. Szkoda tego spotkania bo nasi zawodnicy na boisku pozostawili dużo serca a z Ostrowa wracamy na tarczy. Tydzień treningów i pojedynek w Zawadzie. Potrzebujemy punktów jak tlenu. Mamy kłopoty w zestawieniu obrony. kontuzje dwóch podstawowych zawodników a na domiar złego ubędzie jeszcze W. Kubik, który wyjeżdża. 


Puchar Polski nie dla nas

Po kilku latach znów próbujemy swych sił w rozgrywkach o Puchar Polski. Rywalem w rundzie wstępnej zespół z Mrowli. Początek zdecydowanie dla nas. Już w 1 minucie bramkę zdobywa A. Frydło. Idziemy za ciosem. Przez pierwsze 15 minut niemal nie schodzimy z połowy rywala atakując raz po raz. wykonujemy kilka ciekawych stałych fragmentów gry. Mamy zdecydowaną przewagę. Rywal przeczekał nasz napór i zaczął nas punktować. Przed przerwą zdobył dwie bramki.

W drugiej części gry nadal nie możemy znaleźć sposobu na rywala. Szybko dostajemy bramkę na 1:3. Potem mamy kilka swoich sytuacji. M. Bieś lobując bramkarza trafia w poprzeczkę. Mrowlanka w końcówce zadaje jeszcze jeden cios i zwyciężą 4:1.

Przygoda z rozgrywkami pucharowymi szybko się kończą i teraz możemy skupić się na lidze. Jest nad czym popracować.


 

Panie Staszku gdzie jesteś !!!

Takie pytanie ciśnie się na nasze usta. W awizowanym składzie sędziowskim na nasz mecz z Brzostwowianką to Pan Stanisław Wałęga miał gwizdać to spotkanie. Arbiter z doświadczeniem, lubiany i zawsze doskonale prowadzący mecze… niestety w Brzostku byli jedynie jego słabi dublerzy. O ile nie skupiamy się na pracy sędziów to dziś na usta garnie się kilka cierpkich słów. Panowie założyć słuchawki na uszy i udawać że jest OKI nie wystarczy… pasuje mieć jeszcze kontakt z bazą. A może w słuchawkach leciały przeboje Zenka Martyniuka. Arbiter liniowy w dzisiejszym meczu widział rzuty z autu tylko w jedna stronę. Do przerwy dla Brzostowianki a po przerwie tylko dla INTERU- kibice mieli niezły ubaw.   Jakim  człowiekiem trzeba być by przy takim upale zmusić zawodników do zaledwie 7 minutowej przerwy pomiędzy połowami do powrotu do gry, gdyż przed meczem nie dopilnowało się przygotowania boiska  (brak chorągiewek narożnych) i kilkanaście minut poślizgu z rozpoczęciem meczu. Ważne by SMS z wynikiem poszedł w terminie

Mecz zaczynamy od 2:0 dla Brzostowianki. Pierwsza bramka kuriozum. Faulowany nasz zawodnik, żółta kartka dla rywala a rzut wolny dla Brzostka i jest 1:0.  Jednak Nie pękamy. Nawet przegrywając 2:0 dajemy radę i  jeszcze przed przerwą za sprawą D. Dziewita (karny) i Mateusza Papiernika doprowadzamy do remisu. Zawody rozpoczynamy od nowa.

Druga połowa to nasza przewagą. Jesteśmy lepsi,  w tym upale częściej przy piłce i atakujemy jednak to rywale zdobywają bramkę na 3:2. Strzał życia pod poprzeczkę i znów walczymy o wyrównanie. Walczymy do końca. Ostatnia akcja meczu i wychodzącego na czystą pozycję A. Frydło niezgodnie z przepisami atakuje dwóch przeciwników. Sytuacja ma miejsce w polu karnym, jednak arbiter nie reaguje. Chociaż karny to jeszcze nie bramka, to sytuacja ta mogła znacząco wpłynąć na wynik tego meczu. Niesłusznie gnębieni przez całe spotkanie tego już jednak nie wytrzymujemy …i pękamy. Ileż można. Zamieszanie kończy się kartkowaniem w wyniku czego z boiska wylatują nasi zawodnicy a na trybuny odesłany zostaje nasz trener.

Ostatecznie w wymiarze sportowym Brzostowianka pokonuje nas 3:2. Wracamy do Gnojnicy strasznie wkurzeni. Będąc drużyną lepszą niestety przegrywamy. Dziękujemy zawodnikom za ambicje i walkę.  Tarcie chrzanu czy trzepanie worków po cemencie to najlepsze zajęcie zajęcie na ten dzień dla …

Teraz czeka nas spotkanie pucharowe z Mrowlanką. Zagramy 12.08.2020 w Ostrowie o 17:30


Pierwsze koty za płoty

Pierwszy mecz ligowy nowego sezonu zaczynamy niestety od braków kadrowych. O kilku z nich wiedzieliśmy już dużo wcześniej i niestety sezon rozpoczynamy z zaledwie 13 osobowym składzie.

Pierwsza akcja meczu i do końca bramkarza atakuje A. Frydło, a ten chcąc wybić piłkę niefortunnie trafia naszego napastnika i piłka wpada do bramki. Szybko prowadzimy 1:0. Chcemy iść za ciosem. Pierwsze 10 minut to nasze ataki jednak są to ataki bez powodzenia. W 13 minucie mamy jużz 1:1. Błąd ustawienie defensywy wykorzystuje rywal i mecz rozpoczyna się od początku. W pierwszej połowie próbujemy strzelać z dystansu jednak nieskutecznie. Momentami naszym zawodnikom brakuje zimnej krwi. Chemik kontratakuje jednak w bramce mamy świetnie broniącego w tym dniu J. Oswalda. 

Druga połowa to już nasza przewaga. Roszady w ustawieniu skutkują częstszym utrzymaniu przy piłce. Ataki jednak mało skuteczne. Gości ratuje bramkarz, dwukrotnie słupek lub ich obrońcy blokują nasze strzały. Po drugiej stronie boiska goście wyprowadzają szybkie ataki. W jednym z nich pomógł M. Oswald dogrywając rywalowi piłkę sam na sam, jednak brata uratował Julian. W 70 minucie mamy karnego jednak M. Bieś trafia prosto w bramkarza. Atakujemy nadal w 81 minucie, tym razem  D. Dziewit strzelając bramkę z karnego daje nam upragnione prowadzenie.  W samej końcówce przyjezdni nie mając nic do stracenia ruszają ławą do ataku odkrywając tyły.  W 90 minucie ich aspiracje na dobry wynik zabija A. Frydło, który wychodzi sam na sam z bramkarzem Chemika i zdobywa bramkę pieczętującą nasze zwycięstwo.

Pierwsze koty za płoty… cieszą punkty o stylu gry nie ma co rozmawiać. Kilku zawodników poniżej oczekiwań. Nie sądźmy jednak zwycięzców. Niech ci sami wyciągną wnioski, które zaprocentują na przyszłość