13.06.2026 Gnojnica 17:00 |
06.06.2026 Przecław 17:00 1-3 |
Hubert Dziura – 16 bramek |
![]() |
![]() |
![]() |
Maja Chwalińska nie dała dziś rady ale i tak jest WIELKA!!! INTER dziś dał rady i jest w OKRĘGÓWCE. Też jest WIELKI !!!
Ostatnie dwa remisy wywołały wśród kibiców trochę niepewności. INTER, który mozolnie wspinał się na drugie miejsce w tabeli, a gdy tam już wszedł zbudował 5 punktową przewagę na finiszu rozgrywek stracił kilka punktów co zapowiadało ciekawą walkę w dwóch ostatnich meczach. By nadal być w grze i rozdawać karty, w Przecławiu nie mógł przegrać. INTER pokazał jednak na co go stać i w Przecławiu wygrał, Kamionka urwała punkty DAP Dębica i sprawa awansu z drugiego miejsca została rozstrzygnięta w przedostatniej kolejce. Dziś mamy historyczny dzień w naszym klubie. Pozwólmy cieszyć się zawodnikom oraz sympatykom naszego klubu a za tydzień przybądźmy licznie na stadion podziękować chłopakom za kawał dobrej roboty.
INTER do spotkania w Przecławiu przystąpił mocno zmobilizowany. Od pierwszej minuty ruszył do ataków. Już na początku była sporna sytuacja. My domagaliśmy się rzutu karnego. Arbiter zdecydował inaczej i gra nadal toczyła się bez otwarcia wyniku. Nie minęło jednak kilka minut. Wstrzelenie piłki w pole karne i przyjezdni dzięki pomocy obrońcy TEAM-u wychodzą na prowadzenie. Sytuację na podwyższenie wyniku miał Arkadiusz Stec, jednak dwubramkowego prowadzenia po tej akcji nie było. Nasi zawodnicy bardzo dobrze rozegrali pierwszą połowę dominując rywala, nie pozwalając mu na wiele. Świetnie czyścił w obronie Patryk Charchut oraz Maksymilian Ciebiera. Kolejne ataki naszych zawodników przełożyły się na rzut karny, który skutecznie wykonał nasz kapitan i Było 0:2. Hubert Dziura napracował się w tym meczu często wracając do linii obrony skąd rozgrywał akcje W korespondencyjnym pojedynku w Kamionce wynik do przerwy również nas satysfakcjonował.
Po przerwie zobaczyliśmy odmienioną drużynę gospodarzy. W pierwszych 45 minutach Team cofnął się na własną obronę nie szukając za wiele w ataku. Po przerwie był groźny, był od nas lepszy co przełożyło się na bramkę kontaktową. My mieliśmy kilka okazji jednak bez gola. Świetnie z dystansu huknął Hubert ale obił zaledwie poprzeczkę. O wiele groźniejsi byli miejscowi, jednak nasza obrona wytrzymała napór. Gdy kibice zaczęli myśleć o remisie bramkę dającą nam spokój zdobywa Tomasz Pichla, który ustala wynik tego spotkania. Mecz kończy się naszym zwycięstwem a później nasłuchujemy co dzieje się w Kamionce. Gdy mecz Kaskady z DAP Dębica kończy się remisem w naszej ekipie wybucha szał radości. Udało się. Jesteśmy w Okręgówce. na początku sezonu byliśmy na dnie a dziś cieszymy się zwansu. Coś niesamowitego. Na podsumowania oraz podziękowania przyjdzie czas za tydzień.
Na koniec coś o gnojnickich przepowiedzniach.
Był poranek 28 kwietnia 2024. Nasi zawodnicy, którzy z niepokonani mknęli do A klasy rozgrywali derbowy mecz w Górze Ropczyckiej. Ja w tym dniu byłem po weselu kuzyna Marcina, więc humor dopisywał, tym bardziej, że w 52 minucie bramkę zdobywa Kuba Posłuszny. Zaczynam śpiew „… jak nie będzie końca świata Okręgówka za dwa lata…” Końca świata nie było choć mecz kończymy remisem i co… za dwa lata Okręgówka jest W Gnojnicy. Kolejne wizje i przepowiednie snuł dobrze nam znany Wiesław, którego w jednej ławie można sadzać z Nostradamusem czy Baba Wangą a jasnowidz Jackowski jeździł do niego po nauki. Po awansie do klasy A właśnie we wspomnianym 2024 roku przepowiedział po pierwszym sezonie 5 miejsce (tutaj trochę nos go zwiódł) a w drugi roku po awansie już awans właśnie do okręgówki. Twierdził, że nie będzie na to trzeba było czekać do ostatniego meczu. Jego przepowiednie sięgają również kolejnego sezonu. INTER ma się utrzymać a jeden z sąsiednich klubów ma się rozpaść. Jeśli chodzi o nas …NIECH TAK SIĘ STANIE.
Wyścig trwa nadal
Po meczu z Paszczyniakiem plan za końcówkę sezonu nie uległ zasadniczo zmianie. Zwyciężyć przynajmniej dwa mecze… tylko właśnie te dwa pozostały a nad rywalem z Dębicy nie ma już 5 punktów przewagi. Pozostały 3. Nadal to my jesteśmy na drugim miejscu w ligowej tabeli i sami możemy temat awansu zamknąć. Czy się to uda zobaczymy niebawem. Wszystko w naszych nogach oraz głowach. Chociaż DAP zbliżył się do nas, to nadal na razie ogląda nasze plecy.
Mecz z Paszczyniakiem był wyrównanym pojedynkiem co odzwierciedla również wynik. Początek meczu to wzajemne badanie po czym przewagę osiągają przyjezdni, groźni głównie po wstrzelaniu piłek ze stałych fragmentów gry bądź po wrzutach z autu. Po okresie przewagi gości zo zdania dochodzą miejscowi. Jedna akcja, druga a w trzeciej znakomite szybkie rozegranie niczym w spotkaniu z DAP i kopiuj wklej. Arek Stec wykłada piłkę Oliwierowi Pociaskowi i wychodzimy na prowadzenie. Idziemy za ciosem i mamy dwie dobre akcje na podwyższenie, jednak nieskuteczne wykończenie niweczy szanse na niebezpieczny wynik czyli 2:0. Goście ruszają do odrabiania strat i po zamieszaniu w polu karym na raty doprowadzają do wyrównania. Chwilę później mają sytuację na objęcie prowadzenia ale tym razem skutecznie się bronimy. Max Ciebiera dziś w obroniebył bezbłędny. W końcówce groźnie z rzutu wolnego strzela Mateusz Baran ale wynik już się nie zmienia i z remisem schodzimy na przerwę.
Po przerwie z gry więcej ma INTER ale brakuje skutecznego wykończenia. Rywal groźnie kontrując również mógł przechylić szalę na własną stronę. Gospodarze do samego końca szarpią jednak nie udaje się dopisać 2 punktów i po meczu pozostaje się cieszyć tym jednym. Paszczyniak podtrzymuje swoja passę i po sześciu zwycięstwach z rzędu nad INTEREM dokłada remis. Nadal nie pokonani.
Przed nami ciężki i zarówno bardzo ważny pojedynek w Przecławiu. Po tym co zrobiliśmy rywalom jesienią czeka nas twarda walka. Do składu wraca kapitan (Hubert pauzował za kartki), którego brak widoczny był dzisiaj. Nic potenujemy w tygodniu i jedziemy walczyć o punkty. Czy sprawa awansu rozstrzygnie się już za tydzień? Zobaczymy, by mieć wpływ do samego końca i nie patrzyć na inne wyniki nie możemy tam przegrać.
Oj ta młodość. Dzisiejszego dnia nigdy nie zapomni Jakub Paśko, który wszedł na boisko w samej końcówce i nie dokończył tego spotkania otrzymując dwie żółte kartki. Kuba tak się palił do gry, że na boisko wszedł zanim doszło do zmiany, za co musiał obejrzeć żółtą kartkę (podobnie jak Jude Bellingham w meczu z Barceloną, jednak ten wszedł po udzieleniu pomocy medycznej bez zgody sędziego). Minęło 5 minut i otrzymał drugie żółtko. Tym razem po faulu cwany rywal odepchnął Kubę prowokując go. Młody nie był mu dłużny i wywiązała się małą awantura. Sędzia pokazał każdemu z kogucików po żółtej kartce i po sprawie. Przez minutę musieliśmy grać w osłabieniu ale nie miało to wpływu na wynik.
Tak bliskooo!!!
Dla ludzi o słabych nerwach końcówka ligowych rozgrywek może doprowadzić do palpitacji serc. Arsenal – Man City wyjaśnione , Górnik Zabrze, Legia oraz Lechia Gdańsk- wyjaśnione, West Ham- Tottenham (coman IRONS) nie wyjaśnione o raz INTRER-DAP jeszcze niewyjaśnione. A było blisko by w tym ostatnim korespondencyjnym pojedynku domknąć drzwi.
INTER w 90 minucie miał 7 punktów przewagi nad najgroźniejszym rywalem do zajęcia drugiego miejsca w ligowej tabeli ale piłka nożna to tak piękny sport i i Kaskada w samej końcówce wydarła cenny punkt zarazem zabierając te bezcenne ekipie z Gnojnicy. Co tu ukrywać bijemy się o awans. Wiec zabawa i walka o awans trwa nadal. Zostały trzy ligowe kolejki i na ten moment to my trzymamy drugą lokatę i to my rozdajemy karty. Musimy wytrzymać tą presję i spróbować zrealizować marzenia naszych kibiców. To jest tylko aż trzy mecze. Mamy w głowie początek rozgrywek kiedy to waśnie po trzech spotkaniach z zerowym dorobkiem byliśmy na dnie. Dziś mamy w planie by przynajmniej dwa z tych trzech meczów wygrać. Wczoraj plan był by wygrać cztery ale rywale również grają o swoje cele. Wracając do codzienności to ta sama ekipa była na tym dnie i ta sama ekipa dziś walczy o historyczny awans. Trzymamy kciuki. Dziś odpalił nasz klubowy BARBER. Kuba chciał jak zawsze ogolić rywala na zero ale Kamionka nam wybitnie nie leży. Szanujemy remis i zapraszamy wszystkich na arcyciekawe spotkanie z Paszczyniakiem, z którym od 6 pojedynków nie potrafmy wygrać. Zakończmy złą passę i razem cieszmy się ze zwycięstwa. Tych co zechcą skrócić kędzierzawą grzywkę lub przyciąć fryzurę zachęcamy do wizyty u KUBY. Niech to będzie taka nasza rekompensata i podziękowanie za wysiłki naszego SKRZYDŁOWEGO. Dziadka Jana również goli Sam bym skorzystał ale mnie obcina kochana żona.
Dziś bez puenty i opisu meczu, Kamionka nam nie leży. Koniec i kropka. Było blisko ale gra się do końca. Skupiamy się przed kolejnym meczem, na który w sobotnie popołudnie zapraszamy naszych kibiców. Dzień meczowy a zarazem, urodziny naszego zawodnika Kamila. Lody po wygranym meczu może postawi ale najpierw trzeba powalczyć na murawie.
Drużyna na PIĄTKĘ !!!
Sezon wkracza w decydujący okres.
Ważą się losy utrzymania jak i awansu. W jedną z tych gier jesteśmy mocno zamieszani i na ten moment można powiedzieć mamy handicap w postaci 5 punktów nad goniącym nas DAP Dębica. Do rozegrania pozostało 4 kolejki i wiele może się w nich wydarzyć. Dziś nasi zawodnicy pokazali się z bardzo dobrej strony dokładając kolejną ważną cegiełkę i sprawa awansu, która do tej pory w naszym środowisku była tematem tabu zaczyna wywierać coraz większą presję.
Mecz toczył się w dobrej atmosferze. Otwarta gra obydwu drużyn bez niepotrzebnych przerw w grze i przy małej ilości fauli o czym świadczy to, że arbiter nie pokazała ani jednej kartki. Pierwsza połowa szybka, ciekawa i wyrównana ze wskazaniem na INTER. Pierwszy sygnał do ataku dał A. Stec, który mocno ruszył prawą stroną. Akcja bliźniacza do tej która dała nam prowadzenie przed dwoma tygodniami z DAP. Tym razem jednak Oliwier Pociask podania na bramkę nie zamienił. Mamy kilka dogodnych sytuacji, jednak na bramkę musieliśmy chwilę poczekać. Kolejne dośrodkowanie i do piłki dopada zamykający akcję Mateusz Baran, który obiecał w piątek że coś strzeli i strzelił. Przyjezdni również gościli pod naszym polem karnym. Najgroźniejsza sytuacja chyba z początku meczu po rzucie wolnym z 20 metrów.
W druga połowę wchodzimy mocno. Dość szybko podwyższamy prowadzenie po bramce Oliwiera a następnie w kilka minuta podwyższamy prowadzenie do wyniku 5:0. Do siatki trafiają Mateusz Papiernik, ponownie Oliwier Pociask i Jakub Posłuszny. INTER zdominował rywala a kolejnych bramkowych sytuacji nie brakowało. Z gości uchodzi powietrze, chociaż do ostatniego gwizdka walczą o honorowe trafienie. Mieli dwie dogodne sytuacje jednak nasza defensywa skutecznie neutralizowała te zapędy i ustalony wcześniej już wynik nie ulega zmianie.
Przed nami kluczowe starcie w Kamionce. Broniąca się przed spadkiem Kaskada zrobi wszystko by wydrzeć nam punkty, gdyż na ten moment nawet trzy drużyny mogą zostać zdegradowane do klasy B. My zrobimy wszystko by zwyciężyć kolejny mecz i utrzymać przewagę nad najgroźniejszym rywalem więc zapowiada się ciekawy pojedynek.
Pozostaje puenta. W drużynie z Nagoszyna w drugiej połowie na boisku pojawił się PAN Kazimierz Łanucha, PAN PIŁKARZ, który w wieku 65 lat nadal potrafi cieszyć się piłką. W tym sezonie zdobył dla swojej drużyny już trzy bramki. Dziś też miał jedną okazję, jednak strzał zatrzymał Benek. Brawa i wielki Szacunek PANIE KAZIMIERZU. My również być może będziemy mieć swojego Kazimierza Łanuchę. Od kilku lat Damian Dziewit deklaruje grę do późnego wieku emerytalnego. Poczekamy jeszcze 29 lat i zobaczymy czy nasz dzielny żołnierz swoje deklaracje zrealizuje, czego mu życzymy. Jeżeli forma dopisze pozycja defensywnego pomocnika wydaje się być zabetonowana na lata.
Wywalczone zwycięstwo w Czarnej!!!
Z różnych powodów mieliśmy obawy przed tym meczem. Czarna to teren gdzie o punkty bardzo ciężko. Nasze obawy potwierdziły się jednak dobrze zmotywowana drużyna, która nie pacząc na okoliczności, bez chwili zwątpienia przyjmowane ciosy dobrze znosiła przekuwając je ostatecznie na zwycięstwo.
Mecz rozpoczyna się od karnego dla miejscowych. Bardzo wątpliwy, arbiter główny będący bliżej całej akcji nie dopatrzył się przewinienia jak i również nasi kibice, jednak sokole oko arbitra asystenta widziało to zdarzenie inaczej i po krótkiej konsultacji Czarnovia miała stały fragment gry, który został zamieniony na bramkę. Dość szybko doprowadzamy do wyrównania. Koronkowa akcja i podanie J. Posłusznego na bramkę zamienia szalenie skuteczny ostatnio Oliwier Pociask. Ruszamy po drugie trafienie i stwarzamy, głównie skrzydłami groźne sytuacje ale bramki nie zdobywamy. Gospodarze szalenie groźni po stałych fragmentach gry.
Po przerwie pierwsza groźna sytuacja to fatalnie wykonany rzut wolny przez gospodarzy. My z minuty na minutę stajemy się groźniejsi. Mamy kilka znakomitych sytuacji jednak w kluczowych momentach strzały niecelne bądź swój fach prezentuje miejscowy bramkarz. W końcu dopinamy swego. Znakomita szarża Huberta Dziury daje nam upragnione prowadzenie na kilka minut przed końcem spotkania. Punktu jesteśmy już niemal pewni. A dwa kolejne powoli szykują się do wyjazdu do Gnojnicy. Gospodarze znów groźni jedynie ze stałych fragmentów gry jednak nie mając już nic do stracenia rzucają się do ataków. W jednym z nich już w doliczonym czasie gry udział bierze bramkarz. Po tej akcji wychodzimy z groźną kontrą sunąc na pustą bramkę. Piłka trafia pod nogi Mateusza Papiernika a ten podwyższa prowadzenie i jest już po meczu, gdyż arbiter wskazuje na środek boiska. Po chwili konsternacja na trybunach. Po sygnalizacji sędziego asystenta bramka zostaje anulowana. Stwierdzono, że akcja bramkowa została spalona, gdyż w momencie podania przed linią ataku nie było dwóch zawodników broniących. Ciężko się do tego odnieść bez powtórek. Arbiter główny zmienia swoją pierwotną decyzje a nam pozostaje zaufać jego asystentowi, że faktycznie doszło do złamania przepisów. 5 doliczonych minut wydaje się trwać w nieskończoność ale po chwili gwizdek kończy spotkanie i wszystkie trzy punkty meldują się na koncie INTERU.
Przed nami domowe starcie z LKS Nagoszyn, z drużyną która zaczęła systematycznie punktować. Wierzymy że magia gnojnickiego SAN-SIRO to nam pomoże przytulić kolejne punkty.
Na koniec coś o bandziorach. Człowiek jednak poznaje świat przez całe życie i wiele dziwnych stwierdzeń może go zaskoczyć. Dziś na stadionie w Czarnej dowiedzieliśmy się, że nie zgadzając się decyzjami sędziowskimi a takie prawo mają sympatycy piłki nożnej przestajemy być kibicami a stajemy się bandziorami. Od tak to… W takim razie w Monachium, w ostatnim spotkaniu Ligi Mistrzów gdy sędzia nie przyznał gospodarzom rzutu karnego po zagraniu ręką, które było ewidentne , jednak wg interpretacji przepisów nie rodziło ono zasadności podyktowania rzutu karnego wśród 75 000 zgromadzonych kibiców w jednej chwili 90% stało się bandziorami. W Czarnej również bandziorów nie zabrakło…
Bayern – Real, PSG – Bayern to nic przy tym co pokazali zawodnicy w meczu INTER-DAP
Słynna rymowanka „Koniec i bomba, a kto czytał, ten trąba!” pochodzi z końcówki powieści „Ferdydurke” Witolda Gombrowicza. To takie przypomnienia dla tegorocznych maturzystów, którzy już w najbliższy poniedziałek rozpoczynają swój egzamin dojrzałości właśnie z języka polskiego (Dominik trzymam kciuki). Parafrazując te słowa napiszę…” Koniec i bomba, kto tego nie widział a mógł ten to jest trąba”. Oj działo się dziś na murawie w Gnojnicy. Pół tysiąca kibiców zobaczyło piękne zawody, w którym niczego nie zabrakło. Były piękne bramki o których później, były rzuty karne w tym nie wykorzystany, była nawet czerwona karta i bramka samobójcza po rykoszecie. Rollercoaster na całego. Wynik niczym w wyrównanej grze w piłkę ręczną co chwila zmieniał się. INTER prowadził 2:0 a następnie przegrywał 2:4.Wrócił zza światów za co szacun a nawet wyszedł na prowadzenie 5:4 by ostatecznie zremisować 5:5. To widowisko będzie wspominane przez lata.
Początek spotkania to dominacja przyjezdnych z Dębicy. Nas przy życiu trzymała Banek, który z trzech sytuacji rywali dwie nie do obrony jakoś przechylił na własną korzyści. Jak widać POLSKA POLICJA na posterunku. Po okresie przewagi do głosu doszli miejscowy. Kapitalna akcja, zaledwie trzy zagrania i A. Stec wykłada piłkę Oliwierowi Pociaskowi i jest 1:0 dla Gnojnicy. Chwilę wcześniej podobne zagranie i piłka nad poprzeczką. Kilka minut i INTER ma znakomitą szansę na podwyższenie. Faula w polu karnym na Mateuszu Baranie i karny. Niestety tym razem Hubert Dziura przegrywa z bramkarzem z Dębicy. To nas nie załamuje i znów Arek wykłada piłkę Oliwierowi a ten podwyższa podeszwą buta skutecznie oszukując obronę DAP. Mamy 2:0 a do końca pierwszej połowy kilka minut. W 45 minucie rozprężenie w linii obrony i goście łapią kontakt. O zapomniałbym. Mieliśmy jeszcze bombę w poprzeczkę w wykonaniu Mateusza Barana. Gdyby wpadło to miano bramki roku byłoby już na początku maja pozamiatane.
Pierwsze 10 minut drugiej połowy to nasza katastrofa. Najpierw rzut kary dla rywali daje im remis a po chwili strzał, rykoszet i przegrywamy. Jakby było mało rywale dokładają kolejne trafienie i trybuny milkną. Znamy naszych zawodników i wiemy że jeszcze po meczu nie jest. Na boisko wchodzi Mateusz Papiernik, który okazuje się być bohaterem. Taki czarny koń. Ale po kolei… INTER nie poddaje się i podnosi głowy, walczy o kontakt. Są okazje w których furę szczęścia ma bramkarz gości. W końcu się udaje i Mateusz jest tam gdzie powinien nagle robi się 4:4 a to nie koniec. Kolejny atak lewą stroną i drugi z Mateuszów, tym razem Baran wyprowadza nas na prowadzenie. Trybuny niemal odlatują. Wyjść z 2:4 na 5:4 wydaje się być czymś niewiarygodnym. INTER potrafi to zrobić. To nie był ostatni a nawet przedostatni akcent tego meczu. Kapitalną bramkę z rzutu wolnego strzela zawodnik gości doprowadzając do remisu. Ok 40 metrów i kapitalne uderzenie nie do obrony po którym piłka odbija się od spojenia i wpada do sieci. Prużno szukać takiego gola w ostatnim czasie w najlepszych europejskich ligach. Po trafieniu zawodnik domagał się szacunku od kibiców i dostał brawa na które zasłużył, co świadczy o wzajemnym szacunku. Była również bramka n a 6:5 dla INTERU, którą arbiter boczny skasował pokazując spalone zagranie. Można polemizować ale czy to w takim meczu ważne.
Dziś wygrała piłka nożna. Remis z przebiegu meczu wydaje się być wynikiem sprawiedliwym. Każdy miał atuty na 3 punkty, każdy ma niedosyt ale po dwóch, trzech dniach każda z drużyn doceni ten remis i jeszcze bardziej uszanuje rywala. Dla naszych zawodników szeroki pokłon za wspomniany powrót zza światów. BRAWO. Za tydzień ciężki teren w Czarnej Tarnowskiej. Pojedziemy i powalczymy.
Tydzień temu było coś z przymrużeniem oka to teraz też coś przytoczę może nie do końca smacznego. Na ostatniej sesji Rady Gminy Ropczyce jedna z radnych zasugerowała by zakupić dla naszych kibiców parasolki w kolorze zielonym z herbem klubu, które posłużą nie tylko na meczach w Gnojnicy ale również i na wyjazdach. Chętni mogą osłuchać przebiegu tej dyskusji w ogólnodostępnych środkach. Proponuję Pani Radnej, która jest za zarazem kierownikiem Wiejskiego Centrum Kultury w Gnojnicy by swoje pomysły skutecznie wykorzystała przy organizacji wolnego czasu naszym najmłodszym podczas wakacji by nie odstawać z ofertą od innych tego typów ośrodków w naszej pięknej Gminie, jak to było przed rokiem na nie obrażała naszych kibiców. Dom Kultury powinien jednoczyć a nie dzielić. W tym zakresie pozwolę sobie na prywatę i jest to moja indywidualna opinia. Proszę jej nie łączyć z Klubem. Jako INTER jesteśmy tu dla sportu, nie dla polityki a na parasole czekają nasi kibice, których jest sporo. Proponuję rozszerzyć tę akcję i przygotować również je dla kibiców Błękitnych, Strażaka Lubizna, LKS Łopuchowa i LZS Mała. Niech to będzie taka nowa świecka tradycja jak mów klasyk.
… postrzelali i w Krzywej
INTER jest w gazie widać to po ostatnich wynikach. W dwóch ostatnich meczach nasi zawodnicy strzelili 13 bramek nie tracąc żadnej. Po serii wyjazdów czas powrócić na własne śmieci. Oby wyjazdowa forma wystrzeliła również w meczach rozgrywanych w Gnojnicy. Prze nami seria spotkań, która pokaże, gdzie tak naprawdę jesteśmy. Pierwszy z nich to starcie na szczycie z DAP Dębica. Rywalom mamy coś do udowodnienia za wysoka porażkę jesieniom.
Mecz w Krzywej toczył się przy silnie wiejącym wietrze. Temperatura również nie rozpieszczała. Momentami było zimno niczym w listopadzie, chociaż i te miesiące bywały cieplejsze. Rozpieścili za to swoich kibiców zawodnicy INTERU, którzy już w pierwszych minutach za sprawą niezawodnego ostatnio Oliwiera Pociaska wyszli na prowadzenie. Przed przerwą prowadzenie podwyższył Mateusz Kisiel i przyjezdni z dwubramkową zaliczką schodzili na przerwę. W pierwszej połowie gospodarze mieli jedną dogodną sytuację, jednak mocny strzał z rzutu wolnego obronił Benek, który w 5 meczach (w Górze Ropczyckiej go zabrakło) puścił zaledwie jedną bramkę. Sytuacji po naszej stronie było więcej ale nie zawsze wszystko wpadnie.
Druga połowa to jeszcze większa dominacja naszego zespołu. Strzelamy kolejne trzy bramki: Oliwier dorzuca swoją drugą, chociaż powinien znów schodzić z boiska z hattrickiem, A. Stec w drugiej swojej sytuacji podwyższa prowadzenie a Hubert Dziura dopisuje do swojego konta trzynaste trafienie w sezonie pewnie wykorzystując rzut karny. Gospodarze podchodzili pod nasze pole karne ale w całym spotkaniu z gry nie wypracowali sobie żadnej okazji strzeleckiej a jedyny oddany strzał w kierunku naszej bramki to ten z pierwszej połowy z rzutu wolnego.
Jak idzie to idzie. Dużo strzelamy, solidnie bronimy. Piłka nas cieszy. Przed nami arcyciekawe zawody w następnej kolejce. Patrząc na ligową tabelę będzie to bardzo ważne starcie. Chcemy iść za ciosem i wygrywać. Szczególnie u siebie, dla wiernych kibiców, którzy solidarnie również i dziś marzli w Krzywej.
A na koniec coś z przymrużeniem oka. To były dwa ciężkie spotkania dla Pawła Godka. I w Wiewiórce i dziś w Krzywej nad stadionem co chwila latały bociany. Pewnie dowiedziały się, że na meczu będzie Żaba. Dziś nasz kolega ze strachu nawet nie wychodził z budki rezerwowych. Po meczu aż odetchnął, że wracamy do Gnojnicy. Paweł nie bój żaby!!!
Postrzelali w Wiewiórce
Po niezbyt przekonującym zwycięstwie i słabej drugiej połowie INTERU przed tygodniem przyszedł mecz, w którym pierwsze i jedyne skrzypce grała drużyna z Gnojnicy. Nasi zawodnicy podeszli do spotkania skoncentrowani, nie lekceważąc przeciwnika a arbiter dał pograć nie przerywając zbyt często gry korzystając z przepisu o „przywileju korzyści”, dzięki czemu gra była szybka i płynna. Zdominowaliśmy na tyle rywala, że jego bramkarz ośmiokrotnie wyciągał piłkę z sieci. Pomimo wyśmienitego wyniku mamy powody do zmartwień. Dwóch naszych zawodników przedwcześnie opuściło plac gry z powodu kontuzji. Dominik Pazdan boisko opuścił już w pierwszej połowie gry. Mateusz Papiernik, którego pech nie opuszcza w tym sezonie zaledwie po 10 minutach od wejścia w drugiej części gry. Znów wszedł strzelił bramkę i musiał zejść. Mateusz albo nie strzelaj jak wchodzisz z ławki albo po prostu musisz grać w pierwszym składzie…
Wynik meczu już w 5 minucie otworzył Oliwier Pociask, który w tym meczu był nie do powstrzymania. Oli w 31 minucie dołożył drugie trafienie a w 79 minucie skompletował hattricka. Przy odrobinie szczęścia w zasięgu były dwa hattricki. W 27 minucie szybki atak Arka Steca skutecznie dla nas wykończył Sylwester Kaczor (obrońca Wiewiórki) który strzelił bramkę samobójczą. Do przerwy 0:3
W drugiej połowie nadal gramy swoje, stwarzając mnóstwo sytuacji bramkowych. Wykorzystujemy z nich zaledwie 5. Bramki obok tej wspomnianej Oliwiera dorzucają: Jakub Posłuszny, Mateusz Papiernik (zdążył przed zejściem z kontuzją), Martin Oswald oraz Hubert Dziura. Wynik 0:8 to dla Wiewiórki wydaje się być lekki wymiar kary. Oj mogło być naście, mogło.
Efektowne zwycięstwo przy jednoczesnej stracie punktów przez Pogórze winduje nas na drugie miejsce w ligowej tabeli. Starsi kibice zaczynają rozmyślać o czymś wielkim, czego w naszym klubie jeszcze nie było. My studzimy emocje i skupiamy się nad kolejnym spotkaniu. Jedziemy do Krzywej powalczyć z Sokołem. Niezmiernie cieszy piąte z rzędu zwycięstwo. Jeżeli ktoś nie obcinał włosów dopóki INTER nie wygra 5 meczów z rzędu może w końcu pójść do fryzjera. Dziękujemy zawodnikom za wspaniałą grę, kontuzjowanym życzymy rychłego powrotu do gry. Jak to mówi moja córka… jak boli trzeba potrzeć i przejdzie. Oby to zadziałało. Dziś w Wiewiórce nasi zawodnicy czuli wsparcie licznej grupy kibiców przyjezdnych za co również dziękujemy.

Nie zawsze będzie Wielka Sobota
Trzy zwycięstwa w trzech meczach i super wejście w wiosenne rozgrywki spowodowały, że apatyt na kolejne punkty wśród kibiców był jeszcze większy. Licznie zgromadzona publiczność nie oglądała jednak dobrego spotkania a mecz, w którym było dużo kopaniny, niecelnych podań. Mecz w którym padły trzy bramki w tym dwie dla INTERU więc apetyt na punkty zaspokojony. Dziś liczą się tylko trzy punkty i niech tak zostanie.
Mecz rozpoczął się od agresywnej gry przyjezdnych. Po 5 minutach do głosu doszli miejscowi, którzy przez kolejne 30 minut rządzili na boisku. Zaowocowało to objęciem prowadzenia po bramce Dominika Pazdana. INTER miał kolejne sytuacje na powolne domykanie tego spotkania, jednak gra się wyrównała i również do wyrównania doprowadzili przyjezdni. W ostatniej akcji tej połowy kibice oglądali kapitalne rozegranie rzutu rożnego przez gospodarzy, jednak do odzyskania prowadzenia nie doszło.
Druga połowa to festiwal niedokładnych podań, fauli oraz złych zagrań. Po prostu nie szło. Połowa, w której lekka przewaga była po stronie INTERU, który częściej gościł pod bramka rywala. Upór opłacił się i w doliczonym czasie gry padła decydująca bramka, która dała 3 punkty miejscowym. Jej strzelcem był Mateusz Papiernik, który po kontuzji wraca do strzelania. Goście w tej części gry mieli swoje sytuację. Najlepszą z nich mieli w ostatniej akcji meczu, jednak piłka po strzale głową minimalnie minęła bramkę strzeżoną przez Benka.
Przed nami trzytygodniowa rozłąka z naszym stadionem. Czas na wyjazdy do dwóch na ten moment najsłabszych drużyn w ligowej tabeli. Przestrzegam przed dopisywaniem przed tymi meczami „pewnych punktów”. To będą ciężkie spotkania. Wiewiórka i Sokół nie złożyli broni i walczą o utrzymanie. Każdy kolejny mecz jest dla nich małym finałem. Jedźmy i walczmy!!!
Wesoły nam dzień dziś nastał
Którego z nas każdy żądał…
…już niebawem zaśpiewamy świętując Wielkanoc. Dla nas, sympatyków INTER Gnojnica nastał nieco wcześniej bo w Wielką Sobotę pokonujemy w Górze Ropczyckiej w derbowym pojedynku Koronę. Na szczęście mecz ma dwie połowy a gra w drugiej diametralnie może różnić się od tej pierwszej. I tak było też w Górze Ropczyckiej. Nasi zawodnicy zadbali o to by Święta były dla nas jeszcze bardziej radosne przegrywając pierwszą połowę 3:2 by na koniec meczu dać nam oczekiwane zwycięstwo. Porachunki z wiosny zostały w pełni wyrównane a przy okazji mijamy rywala zza miedzy w ligowej tabeli. Czego chcieć więcej…
Nie na próżno wywołałem przed tygodniem kilku kolejnych zawodników naszego klubu do strzelania bramek. Kuba, Hubert i Mateusze odpowiedzieli na moje wołanie i w sumie strzelili 5 bramek, tą szóstą a najważniejszą bo z przebiegu meczu dającą nam remis dołożył Damian.
Po pierwszych minutach wydawało się, iż to INTER wszedł lepiej w to spotkanie. W jednej z sytuacji w zamieszaniu po rzucie rożnym cudem piłka nie trafiła do bramki. Gdy czekaliśmy na kolejne nasze dobre sytuacje otrzymaliśmy zimny prysznic. Dwa wypady pod nasze pole karne i dwubramkowe prowadzenie gospodarzy a za chwilę tylko przytomne zagranie Dominika Pazdana i wybicie piłki z linii bramkowej uchroniło nas przed katastrofą. Bramkę kontaktową zdobywa Jakub Posłuszny a po chwili bliski wyrównania jest Damian Machnica. Jak to nie wpadło łapali się za głowę kibice z Gnojnicy. Piłka to wredny sport i zamiast 2:2 zrobiło się 3:1 bo błędzie naszej obrony. Na szczęście nasi chłopcy nie opuścili głów i przed przerwą za sprawą Mateusza Barana złapali kontakt z rywalem. Widać były dziś, że pomiędzy słupkami brakuje nam Benka (obowiązki służbowe) a w linii defensywy pewnego ostatnio Patryka Charchuta, jednak ich zmiennicy z minuty na minutę rozgrywali się stanowiąc w drugiej połowy na tyle solidną defensywę, że gospodarze nie potrafili jej przełamać. Do przerwy 3:2 dla Korony.
Druga połowa to odmieniony INTER, INTER z meczu z Głowaczową w poprzednim tygodniu. Sygnał do ataku dał niezmordowany dziś Oliwier Pociask, który swą walką napędzał grę. Do wyrównania doprowadził Damian Dziewit a ku uciesze licznie przybyłych z Gnojnicy kibiców po chwili na prowadzenie gola zdobył Jakub Połsuszny. INTER nie cofnął się i walczył o kolejne bramki. Kolejną z nich zdobył Mateusz Papiernik. Są w piłce ręcznej zmiany bramkarzy na rzuty karne, w piłce nożnej również wchodzą w końcówkach dogrywki na rzuty karne „ci niby pewniacy”. U nas na rzut wolny wszedł Mateusz. Ustawił piłkę i po gwizdku sędziego kapitalnym strzałem podwyższył prowadzenie. Wszedł i strzelił a zajęło mu to może kilkanaście sekund. Korona nie mając nic do stracenia ruszyła do ataków i swoje sytuacje miała, jednak ta połowa należała do nas. Kolejna kapitalna akcja Oliwiera i jedynie słupek. Po chwili sędzia dyktuje dla nas rzut karny, który na bramkę zamienia Hubert Dziura. My już wiemy że tego meczu nie przegramy. Gospodarzy pogrążyć jeszcze mógł T. Pichla ale pojedynek z nim wygrał bramkarz miejscowym, który przy prowadzeniu Korony skrupulatnie kradł czas za co otrzymał nawet żółty kartonik. W późniejszej fazie meczu zaczęło mu się spieszyć. W dwumeczu remis 6:6 ale to my na boisku rywala zdobywamy aż 6 bramek.
Brawo INTER. Kapitalne zawody. Teraz czas na świętowanie a potem przygotowania do starcia z LKS Łopuchowa. Przed rokiem w złym stylu przegraliśmy spotkanie z rywalem z Łączek Kucharskich, czas zamazać to spotkanie i zwyciężyć… Wesołych Świąt!!!
Lider zatrzymany na SAN SIRO
Czternaście zwycięstw w czternastu meczach to bilans LKS Głowaczowa przed meczem z INTEREM. Po 15 meczach nadal nasz ostatni rywal może poszczycić się czternastoma zwycięstwami. INTER mocno postawił się na własnym boisku i pokonał lidera a przed nami derbowe starcie z Koroną Góra Ropczycka. W przedświąteczną sobotę powalczymy o kolejne zwycięstwo. Mamy coś do wyrównania a czy się powiedzie zobaczymy za kilka dni.
Taki INTER chcemy oglądać jak na początku spotkania. Nasi chłopcy weszli w mecz mocno i agresywnie spychając rywala do głębokiej obrony. W 5 minucie Oliwier Pociask trafił w słupek, ale w 13 minucie było już 1:0. Kapitalna akcja szybkie rozegranie i Martin Oswald otworzył to spotkanie. INTER idzie za ciosem i po kolejnych dwóch minutach podwyższa prowadzenie. Tym razem skuteczną dobitką po strzale Oliwiera P. popisał się Arkadiusz Stec a licznie wypełnione trybuny ryknęły radością. Mecz z minuty na minutę wyrównywał się. W pierwszej połowie obydwie drużyny miały swoje sytuację jednak bramek już nie było.
Nie było ich również w drugiej części spotkania. Rywal ruszył do ataków i to INTER został zepchnięty do głębokiej obrony. Bramka dla Głowaczowej wisiała w powietrzu jednak albo znakomicie bronił Benek, obrona z bohaterem Majkim (nota 11 na 10 możliwych) wyprawiała cuda pozostawiając wiele serca na boisku, a to kapitan Damian wybił piłkę z linii bramkowej ale dziś również sprzyjało nam szczęście, kiedy było ono potrzebne. Po ostatnim gwizdku było wiele radości. To INTER na San Siro zatrzymał bezbłędnego do tej pory lidera, który w 14 meczach stracił zaledwie7 bramek. Smakuje to zwycięstwo oj smakuje.
Przed nami mecz, na który nikogo nie trzeba zapraszać. Święta wojna. Po dwóch wiosennych kolejkach zwyciężamy w dwóch meczach strzelając w sumie 4 bramki przez 4 różnych zawodników nie tracąc żadnej. Idźmy za ciosem Kuba, Hubert, Mateusze czas na was a potem na radosne świętowanie. Będzie cholernie ciężko ale wierzymy w podtrzymanie tym razem naszej passy
Cenne punkty są, lepsza gra ma nadejść…
Pierwsze koty za płoty chce się rzec po spotkaniu w którym było wszystko. Były bramki, były kartki wszelakiego koloru, były emocje również na trybunach ale zabrakło płynnej ciekawej gry. Można wejść w sezon z przytupem, zaliczyć falstart ale można również zacząć z powiązanymi nogami ale wywalczyć zwycięstwo. Tak też się stało w Ociece. Po bramkach P. Charchuta oraz O. Pociaska wywozimy komplet i to dziś cieszy. Za tydzień podejmujemy lidera, u którego nic się nie zmieniło. Nadal z kompletem punktów otwiera ligową tabelę. Zagramy bez naszego kapitana i lidera Huberta Dziury, którego czeka pauza za kartki.
Wracając do meczu.. Zamiast czytać o tej kopaninie zaproponuje wstęp „Janko Muzykant”. Gońce do biblioteki by dokończyć czytanie
„Przyszło to na świat wątłe, słabe. Kumy, co się były zebrały przy tapczanie położnicy, kręciły głowami i nad matką, i nad dzieckiem. Kowalka Szymonowa, która była najmądrzejsza, poczęła chorą pocieszać:
— Dajta — powiada — to zapalę nad wami gromnicę, juże z was nic nie będzie, moja kumo; już wam na tamten świat się wybierać i po dobrodzieja by posłać, żeby wam grzechy wasze odpuścił.
— Ba! — powiada druga. — A chłopaka to zara trza ochrzcić; on i dobrodzieja nie doczeka, a — powiada — błogo będzie, co choć i strzygą się nie ostanie.Tak mówiąc zapaliła gromnicę, a potem wziąwszy dziecko pokropiła je wodą, aż poczęło oczki mrużyć, i rzekła jeszcze:
— Ja ciebie „krzcę” w Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego i daję ci na przezwisko Jan, a teraz–że, duszo „krześcijańska”, idź, skądeś przyszła. Amen!Ale dusza chrześcijańska nie miała wcale ochoty iść, skąd przyszła, i opuszczać chuderlawego ciała, owszem, poczęła wierzgać nogami tego ciała, jako mogła, i płakać, chociaż tak słabo i żałośnie, że jak mówiły kumy: „Myślałby kto, kocię nie kocię albo co!…”
Remis na koniec rundy jesiennej
Po piorunującej końcówce w poprzednim spotkaniu i meczu, w którym wyszarpujemy zwycięstwo, w Wielopolu chcemy pójść za ciosem i z dobrymi humorami zakończyć zmagania ligowe w tym roku.
Lepiej w mecz wchodzi INTER, który od początku ruszył na rywala. Kilka dobrych akcji, dwie sytuacje podbramkowe i po strzale Jakuba Paśko (najmłodszy w kadrze), który pod nieobecność A. Steca wyszedł w pierwszym składzie wychodzimy na prowadzenie już od 6 minuty tego spotkania. Po stracie bramki gospodarze próbują szybko odrobić stratę, lecz to my nadal przeważamy i idziemy po powiększenie prowadzenia. Niestety optyczna przewaga nie przynosi nam kolejnego trafienia a mecz się wyrównuje i gospodarze dochodzą do głosu. W końcówce pierwszej połowy dobre interwencje Janusza Gubernka, którego w jednej z sytuacji wyręczyła poprzeczka zapewniają nam prowadzenie do przerwy.,
Na drugą połowę wychodzimy bez Bartłomieja Posłusznego, który złapał przed przerwą żółto a wiemy kto gwizdał i jak obaj Panowie się lubią. Pogórze wzięło się do odrabiania strat. Częste ataki dopiero w 76 minucie dają im upragnione wyrównanie. Znów w tej połowie przy życiu trzymał nas Janusz świetnie interweniując. Bardzo słaba połowa w naszym wykonaniu jednak do 90 minuty utrzymujemy remis chociaż nawet w ostatniej akcji meczu miejscowi mogli nas ukarać. Bardzo szanujemy zdobyty punkt.
Rundę z 20 punktami kończymy na 6 pozycji. Taka sama zdobycz przed rokiem dała nam na półmetku rozgrywek 4 miejsce. Trzy porażki na starcie były niepokojące, jednak na koniec humory są o wiele lepsze. Dziękujemy zawodnikom za zaangażowanie, pozostawione zdrowie na boisku, za zwycięstwa i opór w odwróceniu losu w meczach przegranych. W tych 13 meczach naszej bramki strzegło 4 różnych bramkarzy, którym dziękujemy za postawę. Dziękujemy trenerom, sztabowi, gospodarzowi oraz wszystkim tym, którzy zaangażowani byli w organizację rozgrywek. Dziękujemy wszystkim KIBICOM za wspieranie naszego zespołu. Byliście tym dwunastym zawodnikiem również na wyjazdach będąc często liczniejszą grupą niż miejscowi.
Przed nami okres roztrenowania a wiosną czeka nas interesująca walka o utrzymanie. Do zobaczenia wiosną… SAN SIRO OLE.
BRAWO Panie Kapitanie
Po wkurzającej porażce przed tygodniem na pożegnanie z naszymi kibicami mierzymy się z mocnym TEAM-em Przecław.
Już pierwsza połowa pokazuje, że mecz będzie wyrównany a na przeciwko sobie stanęły dwie bardzo dobre ekipy. Początek nasz, co zaznaczamy przewagą w posiadaniu piłki , które jednak nic nie przynosi w ofensywie. Po 20 minutach mecz się wyrównuje i goście stwarzają dwie groźne sytuacje. Kolejną już przekształcają na bramkę. Brakło asekuracji po naszej stronie i po strzale w słupek J. Gubernak przy dobitce był już bezradny. Po chwili znakomitą paradą ratuje nas przed kolejną stratą. Mamy szansę na wyrównanie jednak B. Posłuszny bramki nie strzela. Do przerwy wynik na korzyść przyjezdnych.
Na drugą połowę wychodzimy zmotywowani by szybko odrobić stratę. May swoje sytuację jednak nadal bez celnego strzału na bramkę. Co gorsza zabawa w defensywie P. Charchuta i brak konsekwencji w wybiciu daje dwubramkową przewagę gościom. Dla nas mecz się nie skończył ale widocznie zakończył się dla wielu w obozie przyjezdnych. Nawet schodzący po zmianie z boiska zawodnik Teamu drwił z naszych kibiców nucąc prowokacyjnie… mamy 2:0. Przed dwoma tygodniami też mieli 2:0 w Górze Ropczyckiej i widocznie wniosków z tego nie wyciągnęli, gdyż w dzisiejszym meczu strzelali już tylko zawodnicy INTERU. Kontakt dał D. Machnica. Wynik 1-2 utrzymywał się niemal do końca tego spotkania. Gdy wszyscy oprócz tych wiernych i prawdziwych kibiców już nie wierzyło w powodzenie swoje „kapitańskie tango” rozpoczął Hubert Dziura. W 88 minucie wykorzystał rzut karny podyktowany po faulu na Mateuszu Baranie a w 90 minucie z rzutu wolnego kropnął w samo okienko. Euforia poniosła się po całym stadionie. Zwycięstwo przypieczętował w 94 minucie J. Posłuszny i pewne już punkty w zaledwie kilku minut z nad Wisłoki nagle powróciły do Gnojnicy.
Dziś nie szła gra w defensywie, dzięki której ostatnie mecze dawały nam punkty. Na szczęście piąty bieg w końcówce odpaliła ofensywa, która dokonała niemal niemożliwego. To co zabrali nam w Paszczynie los zwrócił nam dziś. Oj smakuje to zwycięstwo, smakuje… Dzisiejszy mecz był ostatnim na naszym stadionie w tym roku. Dziękujemy wszystkim kibicom za wsparcie, również malkontentom i gnojnickim Paździochom. My jesteśmy dla Was a Was prosimy o wsparcie również jak nie idzie. Za tydzień ostatni mecz rundy. Fantastycznie byłoby zakończyć ten rok zwycięstwem. Zapraszamy do Wielopola…
Bez pomocy nie daliby rady…
Na mecz do Paszczyny jechaliśmy z nadzieją podtrzymania passy. Rywal w głębokim kryzysie ale my skupialiśmy się na sobie.
Mecz rozpoczynamy już tradycyjnie od niewykorzystanych sytuacji. Swoje próby mieli na początku spotkania J. Posłuszny, D. Dziewit oraz M. Baran. Z minuty na minutę mecz się wyrównywał. Grający z wiatrem gospodarze stworzyli sobie dwie dogodne sytuacje lecz również bez zdobyczy bramkowej. W 39 minucie znakomite rozegranie i wynik ku naszej uciesze otwiera M. Baran. Po chwili z boiska wylatuje Mat. Kisiel, który wg sędziego fauluje wychodzących na sam na sam zawodników Paszczyniaka. Pewnie jakiś kontakt był i sędzia miał prawo odgwizdać przewinienie. Do przerwy wynik jednak nie uległ zmianie a przed nami 45 minut gry w osłabieniu.
W drugiej połowie musieliśmy mierzyć się dodatkowo z wybitnie jednostronnym sędziowaniem. Nawet delikatne dotknięcie rywala od razu przerywał gwizdek arbitra. Wiele niezrozumiałych decyzji. Panie arbitrze nawet nie dałeś upaść zawodnikowi z Paszczyny a już gwizdałeś. Aby faul był na naszą korzyść cięcie musiało być równe z ziemią. Najbardziej boli nas niepodyktowanie ewidentnego karnego, który mógł zamknąć to spotkanie. Niestety arbiter dopatrzył się symulki… więc skoro tak to gdzie kartka dla naszego zawodnika. Nawet były Prezes Paszczyniaka po meczu stwierdził, że arbiter nas skrzywdził nie odgwizdując ewidentnego faulu. Mieliśmy jeszcze kilka dogodnych sytuacji na strzelenie drugiej bramki, lecz do tego nie doszło. W doliczonym czasie przeżyliśmy szok niczym Bayern Monachium w 1999 r. w finale Ligi Mistrzów. Mając jednobramkowe prowadzenie trzy punkty wyszarpuje nam zespół z Paszczyny strzelając dwie bramki. Były pretensje do arbitra za jego postawę w drugiej części meczu ale spływało to po nim. Nawet działacze naszego rywala po ostatnim gwizdku twierdzili że ciągnął ich ku punktom. Oj ciągnął…
Z Paszczyny wracamy na tarczy dodatkowo mocno wkur… Możemy mieć pretensję do siebie o niewykorzystane sytuację. Zdobywając drugą bramkę nawet to ciągnięcie za uszy nie pomogłoby rywalom. A udławcie się tymi punktami. Przed nami ostatni mecz ligowy w tym roku na Gnojnickim SAN SIRO. Pożegnajmy się z naszymi kibicami dobrym wynikiem dziękując im za to, że nigdy ich nie brakuje na naszych spotkaniach. Zapominamy o Paszczynie i sportową złość przekuwamy w dobre zawody z Teamem. Brawa za postawę D. Pazdana, któremu w pierwszej połowie rywal rozciął głowę a ten i tak grał do ostatniej minuty meczu. Było blisko ale się zesrało. Co nas nie zabije to nas wzmocni…
Po raz kolejny punktujemy
Po serii zwycięstw chcemy iść za ciosem i budując przewagę nad goniącymi nas rywalami. Kaskada będąca w kryzysie wcale nie była wygodnym rywalem szczególnie w pierwszej połowie, kiedy to mocno cofnęła się do defensywy skutecznie broniąc swojej bramki.
Już w pierwszych minutach swoje sytuacje miał J. Paśko, jednak strzały w środek bramki z łatwością wybronił bramkarz przyjezdnych. W kolejnych minutach swoich sił próbowali A. Stec, M. Baran, H. Dziura, J. Posłuszny oraz B. Posłuszny… jednak nadal bez bramki otwierającej mecz. Najlepszą sytuacje w 30 minucie zmarnował nasz kapitan, którego strzał z powtórzonego rzutu karnego obronił bramkarz Kaskady (pierwsza próba wykonana przed gwizdkiem). Rywal z Kamionki w tej części gry trzykrotnie no może czterokrotnie gościł pod naszą bramką a gra głównie toczyła się na jego połowie. Cóż z tego jak nie dało nam to prowadzenia. Do przerwy bez bramek.
Reprymenda w szatnie od duetu trenerskiego podziałała, gdyż już od samego początku bierzemy się do roboty. Dwie pierwsze akcje jeszcze bez bramki ale w trzeciej wyśmienitym strzałem wynik otwiera Mateusz Baran. Po kilu minutach rzut wolny z 16 metra na bramkę zamienia Hubert Dziura i prowadzimy 2:0. Idziemy za ciosem stwarzając sobie kolejne znakomite sytuację. Najlepszą z nich (rzut karny) marnuje T. Pichla. Na kolejne trafienie czekamy do ostatniej minuty czasu podstawowego. Kapitalnie asystuje Kamil Bieś i nasz kapitan zdobywając druga bramkę w tym meczu ustala wynik spotkania.
Dziś wielu z nas mogło się przekonać, że rzut karny to jeszcze nie bramka. Dwie próby wyczuł goalkeeper Kaskady. Jego postawa jednak nic dobrego drużynie nie dała a jedynie uchroniła ją przed wyższą porażką. Przed nami kluczowe pojedynki w tej rundzie. Już pierwszy z nich z Paszczyniakiem, czyli drużyną, która wybitnie nam nie siedzi. Do dziś taka była również Kaskada więc w Paszczynie powalczymy. Zostało trzy mecze do końca. Dziś nie pamiętamy już tego gdzie byliśmy po pierwszych trzech meczach tego sezonu. Tam nie chcemy wracać. Dziś pukamy do czołówki ale liga pokazuje, że każdy z każdym może wygrać więc z szacunkiem podchodzimy do kolejnych gier.
Wielu kibicom gra dziś nie podeszła. Zawodnicy zostawili serce na boisku i zdobyli kolejne punkty. Malkontentom proponuję w tygodniu włączyć TV. Mamy pucharowy tydzień i nie zabraknie meczów. Może spodoba się któreś z 54 spotkań rozgrywanych w Europie, gdzie po boisku biegają piłkarze zarabiające grube miliony. U nas CHŁOPAKI z boiska nie podnoszą ani jednej złotówki a zaangażowania oraz ambicji zarówno na treningach jak i na meczach nie można im odmówić. Należy się cieszyć, z poziomu który prezentują. Prawdziwy kibic wspiera właśnie wtedy jak nie idzie…

Mamy to… pierwsze zwycięstwo na wyjeździe w tej rundzie
Przed tygodniem, po pełnym emocji meczu udaliśmy się w czwartą ligową podróż, tym razem do Nagoszyna. Pojechaliśmy z planem pierwszego wyjazdowego zwycięstwa w tej rundzie. Rywal przed tygodniem pokonał w wyjazdowym spotkaniu LKS Łopuchowa, więc zapowiadał cię ciekawy pojedynek.
Już w pierwszej akcji meczu mamy bramkową sytuację, chwilę później znów marnujemy kolejną… i kolejną… i kolejną i…. W 15 minucie wynik meczu otwiera J. Posłuszny. 10 minut później jest 0:2 po bramce D. Machnicy. Czyli wg klasyka mamy niebezpieczny wynik… Gospodarze potrzebowali zaledwie minuty by złapać kontakt a na kilka minut przed przerwą doprowadzają do remisu. Asystę zalicza błoto w polu bramkowym (te z załączonej fotografii) ale po kolei. Znakomitą interwencją po strzale z rzutu wolnego popisuje się D. Gubernak wybijając piłkę zmierzającą w okno naszej bramki. Piłka grzęźnie w błocie i przy braku asekuracji naszych zawodników napastnik Nagoszyna z najbliższej odległości umieszcza ją w bramce. Przed przerwą mieliśmy sporo sytuacji by spokojnie prowadzić, jednak znów zawiodła nasza skuteczność. Miejscowi również mieli swoje okazję. W jednej z nich górą był nasz bramkarz cudem zatrzymując pikę na linii boiska a następnie ją wybijając. Do przerwy 2:2
Lepiej w drugą część meczu wchodzą zawodnicy gospodarzy. Mam się gra kompletnie nie klei. Z minuty na minutę jednak odzyskujemy wigor i głównie lewą stroną zagrażamy bramce Nagoszyna. Suną tutaj ataki J. Posłusznego oraz M. Barana. W 75 minucie w polu karnym faulowany zostaje A. Stec a karnego niczym Panenka na bramkę zamienia H. Dziura. Jakby emocji było za mało to po chwili, tym razem to zawodnik gospodarzy ustawiał piłkę na punkcie odległym 11 metrów od naszej linii bramkowej. Na nasze szczęście jednak pudłuje a ostateczny cios w ostatniej minucie meczu po wspaniałej kontrze naszego kapitana zadaje A. Kuroń. Hubert całkowicie zmylił obrońców Nagoszyna wykładając piłkę jak na tacy Adrianowi a ten bramką zakończył mecz.
Zwycięstwo cieszy. Na ciężkim terenie i w trudnych warunkach udało się przechylić szalę na naszą stronę. Poprawmy skuteczność na Kamionkę i będzie dobrze. Kaskada punktów potrzebuje jak kania dżdżu, więc walczyć będzie jak o życie, dodatkowo zmotywowana zwycięstwem nad LKS Łopuchowa. My również mamy swoje plany na to spotkanie. Dziś doskonale zaprezentowała się linia defensywy. Pomimo straty dwóch bramek ojcami zwycięstwa byli Damian Gubernak oraz dwójka naszych stoperów D. Pazdan i P. Charchut.
Na kłopoty… Dziadek
Po porażce w Dębicy plan był tylko jeden. Zwycięstwo nad Czarnovią, która podobnie do nas nie ma dobrej rundy jesiennej. Pisałem o pociągu i na dzień dzisiejszy możemy powiedzieć że mocno trzymamy się barierki ostatniego wagonu i jedną nogą już jesteśmy w środku. Pomimo nie do końca zachęcającej pogody wielu kibiców wybrało dziś wyjście na mecz do Gnojnicy zamiast np. spaceru za grzybami w lesie czy drzemki po niedzielnym obiedzie. Pasuje przejąć do meczu ale jak go opisać…przed tygodniem był teatr a dziś padło 10 bramek. Istny balet na boisku.
Nasze problemy zaczęły się jeszcze na kilka dni przed pierwszym gwizdkiem. Już w piątek wiedzieliśmy, że w niedzielne popołudnie niedostępni będą nasi dotychczasowi bramkarze (już trzech zawodników w tej rundzie stawało pomiędzy słupkami). Na kłopoty Bednarski… był taki serial w latach 80-tych ubiegłego stulecia. Naszym Bednarskim był Michał Kołbuc (po naszemu Dziadek), który był akurat dostępny i stanął pomiędzy słupkami naszej bramki. Dziadek również przed dwoma laty awaryjnie bronił naszej bramki w wygranym meczu derbowym z Koroną Góra Ropczycka, jednym słowem chłop od ciężkich przypadków. Straciliśmy dziś 4 bramki ale żadna z nich nie obciąża Dziadka. Mieliśmy jeszcze jednego bramkarza na wypadek nieobecności Dziadka. Patryk Świder również był gotowy dziś bronić naszej bramki. OBU ZAWODNIKOM NALEŻĄ SIĘ BRAWA ZA POSTAWĘ I CHĘĆ POMOCY POMIMO KILKUTETNIEJ PRZERWY W GRZE
Na prowadzenie jako pierwszy wychodzi INTER po trafieniu J. Posłusznego. Na tą bramkę odpowiada rywal i mamy remis. Ponowne prowadzenie daje nam gol po strzale B. Posłusznego. Mecz wydaje się być pod kontrolą po premierowej bramce w drużynie seniorów Jakuba Paśko a gdy po chwili prowadzenie podwyższa B. Posłuszny (druga bramka) mamy już 4:1. Błędy naszej obrony i przewaga maleje do dwóch bramkach. I tak to już było do końca meczu. Raz my a potem oni. A. Stec podwyższa na 5:2 i znów tracimy na 5:3 i z takim wynikiem schodzimy na przerwę.
W drugiej połowie M. Baran daje nam 6 bramkę ale cóż z tego skoro rywale znów zmniejszają stratę do -2. Swoje sytuacje mają J. Posłuszny (sam na sam) oraz Mat. Kisiel, który po świetnie rozegranej akcji pudłuje. Swoje sytuacje mieli również goście. Przy wyniku 5:3 refleksem popisał się nasz bramkarza a w końcówce dwie groźne sytuacje mogły zakończyć się bramką dla rywala. W ostatniej akcji meczu prawdopodobnie pomyłka arbitra pozbawiła przyjezdnych rzutu karnego. Ciężko to ocenić ale nawet gdyby był karny i zostałby on wykorzystany to punkty i tak pozostałyby w Gnojnicy, gdyż arbiter przy wyniku 6:5 zakończyłby te zawody.
Dziś dopisujemy trzy oczka do tabeli i umacniamy się w środku tabeli. Dla kibiców super mecz bo istnie hokejowy wynik. Musimy poprawić się w obronie bo dziś było jak było. Nie możemy tyle tracić i to w taki sposób. Czarnovia to nie Legia Warszawa chociaż herb można powiedzieć bardzo podobny. Przed nami starcie w Nagoszynie. Jedziemy po pierwsze wyjazdowe zwycięstwo a czy plan się powiedzie zobaczymy 12 października.

Gnojnicka tragedia w Dębicy
P.
o powrocie na dobre tory przyszedł mecz w Dębicy z faworyzowanym DAP. Mecz ostatecznie wysoko przegrywamy ale wynik wcale nie odzwierciedla tego co działo się się na boisku. Ale po kolei:
akt nr 1: Ledwie mecz się zaczął a DAP prowadził 2:0. Była dopiero 3 minuta. Oszołomiony Inter wziął się jednak do gry. Bramkę kontaktową zdobył J. Posłuszny. Kuba miał jeszcze wcześniej sytuację sam na sam i w pojedynkę mógł doprowadzić do remisu. Przy bramce kontaktowej asystując kontuzji nabawił się J. Paśko i potrzebna była zmiana.
akt nr 2: Przewaga INTERU pozwala myśleć o remisie i nowym początku od 46 minuty. Jednak w samej końcówce rywale z Dębicy podwyższają na 3:1. Z takim wynikiem schodzimy na przerwę.
akt nr 3: Rzut rożny i mamy niestety wynik 4:1. W tej sytuacji ucierpiał B. Posłuszny, który z kontuzją opuścił boisko. Jeżeli był faulowany bramka powinna być anulowana a czy był…? Mając wysoką obronę nie możemy tracić takich bramek jak ta.
akt nr 4: INTER z nów bierze się do gry. Najlepszy dziś w naszym obozie J. Posłuszny dwoi się i troi. Ma swoją sytuację, jednak pudłuje. Następnie wykłada piłkę kapitanowi, który faulowany w polu karnym daje nam szansę na zniwelowanie przewagi. H. Dziura Pewnym wykonawcom rzutu karnego.
akt nr 5: Bramka kontaktowa znów wisi w powietrzu a zabawę psuje arbiter przyznając rzut karny rywalom za rzekomy faul T. Pichli w polu karnym. Faul był ale wg mnie poza polem karnym. Nie byłem jedynym, który tak twierdzi. Wynik 5:2
akt nr 6: Niepotrzebna frustracja T. Pichli i po czerwonej kartce gramy w osłabieniu. Na dodatek w ostatniej akcji meczu D. Gubernak puszcza babola na 6:2, wcześniej popisując się kilka wyśmienitymi interwencjami.
Cóż teatr w Dębicy zakończony. Szczęśliwego zakończenia nie było. Poczekamy na nie do następnego meczu z Czarnovią. Mamy im coś do udowodnienia za porażki w poprzednim sezonie. Inny wynik jak zwycięstwo nie bierzemy pod uwagę. Martwią kolejne absencję miejmy nadzieję, że do szerokiej ławki nieobecnych nie dołączy B. Posłuszny. Odpoczynek od gry czeka naszego stopera T. Pichlę. Liczymy na powrót po kontuzji D. Machnicy oraz O. Pociaska. Walczymy dalej bo rywale zaczynają odjeżdżać. Musimy załapać się na ten pociąg
Plan wykonany ale jeszcze czegoś brakuje.
Był pierwszy punkt, było pierwsze zwycięstwo teraz czas na stabilizacje
i konsekwentne punktowanie co pozwoli na windowanie Nas w górę tabeli.
Pierwsza połowa niemrawa. W porównaniu do meczu sprzed tygodnia coś jednak nie pykło. W meczu z Wiewiórką mnóstwo sytuacji bramkowych a dziś nieco ospale, gra głównie polegająca na poszanowaniu posiadania piłki, brak tej sportowej agresji. Dopiero strata bramki podziałała na nas jak płachta na byka. Znów tlenu daje nam kapitan Hubert D. doprowadzając do remisu po akcji, którą poprowadził od własnej połowy. Po chwili trybuny huknęły bo znów padła bramka, jednak decyzja sędziego ją anulowała i zamiast podwójnej radości na przerwę schodzimy nieco rozczarowani.
Po przerwie nasi grali i strzelali a ja odpalałem grilla. Z bliska widziałem bramkę na 2-1 dla INTERU w wykonaniu M. Barana (po asyście naszego kapitana), Widziałem również wiele interwencji bramkarza rywali, więc mecz raczej był chyba pod naszą kontrolą. Wynik meczu strzałem głową po kolejnej asyście niezmordowanego H. Dziury ustalił A. Kuroń, dla którego była to premierowa bramka w naszych barwach. Wygrywamy i to dziś najważniejsza informacja dla naszych kibiców, których dziś nie zabrakło.
Kolejny mecz i znów są sytuacje na wcześniejsze zamknięcie meczu a my tego nie potrafimy wykorzystać. W drugiej części meczu dużo roboty miał bramkarz przyjezdnych. Dziś w pierwszym składzie po raz pierwszy wystąpił Jakub Paśko, najmłodszy w naszej kadrze, która zawsze otwarta jest dla młodych zawodników. Kuba strzelił właśnie tą nieuznana bramkę na sekundy przed zakończeniem pierwszej połowy meczu. Teraz przed nami starcie z DAP Dębica. Walczymy dalej!!!
Jest zwycięstwo. Choć ta piłka nożna to taka trochę franca
Po remisie prze tygodniem przyszedł czas na pierwsze zwycięstwo. Mecz rozpoczynamy od natarcia. Dość szybko spychamy rywala do głębokiej obrony i co najważniejsze prowadzimy dwoma bramkami po trafieniach H. Dziury oraz M. Barana. Mamy kolejne sytuację na podwyższenie ale skuteczności to nam brakuje. Tak na prawdę sprawę wyniku powinniśmy zamknąć do przerwy wysoko prowadząc. Jednak zamiast podwyższenia wyniku tracimy bramkę i do przerwy wynik na styku.
W drugą połowę również wchodzimy mocno atakując rywala. Mamy znów sporo sytuacji jednak bez ostatecznego wykończenia. Piłka to jest taka franca. Jak nie potrafisz wykorzystać swych sytuacji to może się to przeciw tobie zemścić. Tak też było dziś. Na 10 minut przed końcem goście wyrównują a po 5 minutach kolejną sytuację po której domagają się karnego. Kontakt pewnie był, jednak sędzia uznał iż było to za miękkie i nadal był remis. W podobnej sytuacji przed przerwą nam również karnego nie przyznał. Mecz nie do przegrania bo tyle było sytuacji a w 90 minucie jest remis. Na szczęście sprawę w swoje ręce wziął ponownie nasz kapitan, który strzałem rozpaczy daje nam prowadzenie. W ostatnie akcji meczu potężnie huknął J. Posłuszny i było 4:2. Oby ta ramka odblokowała Kubę, który w poprzednim sezonie strzelał jak na zawołanie. Z przebiegu meczu to zwycięstwo nam się należało, jednak ta franca mogła pokrzyżować nasze plany i Wiewiórka mogła z Gnojnicy wywieź remis a przy odrobinie szczęścia nawet zwyciężyć.
Cieszyć może jedno. Wracamy do gry jakiej oczekujemy. Stwarzamy sobie sytuację brakuje jeszcze skuteczności. Jest pierwsze zwycięstwo i teraz powinno być już tylko lepiej i co najwazniejsze opuszczamy ostatnie miejsce. Pnijmy się w górę tabeli…
Jest pierwszy punkt.
Po trzech porażkach (a licząc końcówkę poprzedniego sezonu po 6)w końcu punktujemy. W wyjazdowego meczu rozegranego z LKS Łopuchowa wywozimy remis. W pierwszej połowie po bramce samobójczej wychodzimy na prowadzenie, Mamy sytuację na 0:2 jednak jej na bramkę nie zamieniamy. Gospodarze najpierw wyrównują a jeszcze przed przerwą wychodzą na prowadzenie. Mają do tego rzut karny, który na nasze szczęście nie zostaje wykorzystany.
W drugiej połowie zmiany w naszej ekipie dodają nam wiatr w żagiel. Po bramce J. Posłusznego doprowadzamy do remisu a następnie spychamy rywala do obrony. Na meczu nie byłam ale czyżby nie podobnie było przed rokiem? W końcówce gospodarze mają piłkę meczową, jednak bramka nie pada. W ostatniej akcji meczu to my powinniśmy pokusić się o bramkę dająca nam pierwsze w tej edycji rozgrywek zwycięstwo.
Zwycięstwa nie było lecz pozostał remis. Szanujemy go. Punkt do punktu a będzie kokosza. Chyba nie tak to było ale niech będzie. Za tydzień bardzo ważny mecz z Wiewiórką. Wygrajmy w końcu na San Siro…
Nici z przełamania.

Po wysokiej porażce w Głowaczowej koncentrowaliśmy się na derbowym starciu z Koroną Góra Ropczycka. Rywal zza miedzy poczuł już smak zwycięstwa w klasie A i do Gnojnicy również przyjechał walczyć o kolejne zwycięstwo.
Całe nasze nieszczęście rozpoczęło się już w 5 minucie. Fatalnej kontuzji nabawił się Mat. Papiernik, który zmuszony był opuścić plac gry. W jego miejsce wszedł słabo rozgrzany D. Pazdan i po wznowieniu gry dał się ograć i P. Chudyba lobując bramkarza otwiera wynik spotkania. Nie mija 5 minut a dostajemy po raz drugi. Trzykrotnie piłkę mogli wybić nasi zawodnicy. Niestety nie potrafili tego uczynić i zrobiło się 0:2. W 28 minucie Korona miała już 3 bramki przewagi. Bezsensowne wybicie piłki z obrony skutecznie wykorzystał zawodnik z Góry Ropczyckiej. W tej części mieliśmy zaledwie 2-3 sytuacje bramkowe. Korona grając bezpardonowo miała ich nieco więcej. Raz piłka po strzale obiła naszą poprzeczkę a następnym razem trafiła w spojenie słupka z poprzeczką. Bardzo fatalna połowa, Rywal biegał jakby szybciej, walczył agresywnie z poszanowaniem przepisów o każdą piłkę. Błyskawiczny doskok do naszych zawodników skutkował przejęciem piłki i skutecznym podwyższaniem wyniku.
Po przerwie wynik już się nie zmienił. Nie udało się nam zbliżyć do rywala by powalczyć o korzystny wynik. Było kilka sytuacji ale nie wykorzystanych. Nas dwukrotnie w sytuacji sam na sam ratował Max. Kisiel.
Zasłużenie przegrywamy w kolejnym meczu domowym. Jest źle, nie tak miał wyglądać start tego sezonu. Nadal okupujemy ostatnie miejsce i wygląda na to, że ciężko będzie szybko opuścić, Nie spuszczamy głowy. Liczymy że w końcu zaskoczy. Najbliższa szansa już za tydzień w Łączkach kucharskich.
Głowaczowa zrobiła AUDI
Po pierwszym meczu sezonu, który kompletnie nam nie wyszedł i przegrywamy można rzec na własne życzenie jedziemy go Głowaczowej (spadkowicza z klasy okręgowej) z nadzieją na pierwsze punkty. Już tutaj zmuszony jestem napisać, że ich nie było. Mówiąc językiem żużlowym zrobiliśmy przysłowiowe ” AUDI” o czym mówi wynik końcowy 4:0. Chociaż jest to zaledwie drugi mecz tego sezonu wydaję mi się, że poznałem już głównego kandydata do awansu. LKS Głowaczowa prezentuje się o klasę lepiej niż dwie drużyny, które w poprzednim sezonie wywalczyły awans.
Pierwsze minuty wyrównane. Gra toczyła się tylko i wyłącznie na połowie gospodarzy. Nawet chyba z lepszym naszym posiadaniem. Gdy gospodarze przyśpieszali stwarzali od razu sytuacje bramkowe. Z czterech nich w pierwszej połowie wykorzystali trzy i można powiedzieć było po meczu. Już w 9 minucie miejscowi wyszli na prowadzenie po rzucie karnym. w 34 minucie niefortunne wybicie naszego zawodnika w środek pola i jest 2:0. W 39 minucie (chyba jednak po spalonym) szybkie rozegranie i lekki strzał z pomocą słupka melduje się w sieci. Gdybyśmy tak, jak nasz rywal, przed tygodniem byli skuteczni dziś mielibyśmy na koncie w ligowej tabeli 3 oczka. Głowaczowa można powiedzieć wybiła nam piłkę nożną z głowy a pozostajemy z zerowym dorobkiem,
Na drugą połowę wychodzimy z zamiarem dobrego pokazania się i próbą zbliżenia się do rywala. Gra jest wyrównana. Obie drużyny mają swoje sytuację i zaledwie jedna z nich wpada do bramki. Na nasze nieszczęście znów w 73 minucie bramkę strzela nasz rywal. Jednym słowem zasłużone zwycięstwo gospodarzy.
Notujemy słaby pod względem punktowym początek sezonu. Dziś, kiedy to odbyły się tylko dwa spotkania drugiej kolejki spadamy na ostatnie miejsce. Spadamy na dno licząc i liczymy że się od niego skutecznie odbijemy. Przed nami bardzo ważny mecz. Najświętsze derby z Koroną Góra Ropczycka. Dziś innego wyniku na zakończenie wakacji jak zwycięstwo INTERU nie bierzemy pod uwagę ale to boisko znów zweryfikuje nasze założenia. Dziś wiemy, że spieprzyliśmy sprawę w pierwszym meczu, drugi okazał się poza naszym zasięgiem. Grać potrafimy, skład mamy dobry więc mając nóż na gardle powalczmy o zwycięstwo dla nas samych oraz dla naszych kibiców, na których liczyć możemy na każdym meczu.
Falstart ???
Z utęsknieniem czekaliśmy na pierwszy mecz sezonu 2025/2026, drugiego po awansie a właśnie ten jest zazwyczaj najcięższy. Na początek niewygodny rywal z Ocieki, lecz dobrze przygotowany okres przygotowawczy i własne boisko pozwala nam myśleć o korzystnym wyniku.
Pierwsza akcja meczu i pierwsza sytuacja dla naszego zespołu. Sprytnie piłkę B. Posłusznemu wyłożył M. Oswald, którego walka i upór w pierwszych minutach meczu wszystkim się podobał a Bartek mocnym strzałem będąc sam na sam z bramkarzem uderzył jedynie w poprzeczkę…a mogło być jak przed rokiem , kiedy to D. Machnica również w pierwszej akcji otworzył wynik z Victorią. Po kilku minutach swą sytuacje na bramkę miał wspomniany Martin, który próbował lobować bramkarza. Po dwóch naszych setkach gra się nieco wyrównała. Goście próbowali grać szybka kontrą. W 15 minucie udało się im wyjść na prowadzenie. Nasi ruszyli do odrabiania strat. Mieliśmy kilka rzutów wolnych, kilka akcji z niecelnym wykończeniem. Mieliśmy rzut wolny po którym M. Baran znów trafił w poprzeczkę. Jak pech to pech. Ten sam zawodnik w rundzie wiosennej sezonu 2024/25 również w meczu z Victorią trafił w poprzeczkę. W końcówce pierwszej płowy doszło do zderzenia w polu karnym M. Barana oraz bramkarza przyjezdnych. Niestety zawodnik z Ocieki po przerwie nie wyszedł na boisko, potrzebna była interwencja karetki pogotowia. życzymy szybkiego powrotu do zdrowia. Rzutem na taśmę doprowadzamy do wyrównania. Potężnym strzałem popisał się nasz kapitan, będący dziś najlepszym zawodnikiem na boisku. Strzał Huberta nie do obrony i spokojnie mógłby kandydować do bramki weekendu nie tylko na krajowych boiskach.
Na druga połowę wychodzimy zmotywowani. Udało się wyrównać to trzeba pójść za ciosem. Przeważamy przez całą połowę. Mamy swoje sytuacje, jednak to goście karcą nas za ich niewykorzystanie i o jednym z kontrataków tracimy bramkę. Walczymy do końca, jednak Ocieka dowozi wynik o końca. W drugiej połowie po raz trzeci obijamy poprzeczkę.
Możemy być na siebie źli po tym meczu. Nawet powinniśmy bo złość sportowa to nic złego. Wyszliśmy na mecz zmotywowani a zagraliśmy elektrycznie. Momentami wyglądało to jakby nasi zawodnicy mieli powiązane nogi. Trochę chaosu w obronie, dużo strat w środku pola i brak skuteczności a do tego te poprzeczki. Potrzebujemy więcej spokoju i wiary. Mamy bardzo dobry zespół i pokażmy to. Potraktujmy mecz z Victorią jako taki falstart o którym zapominamy. W przerwie meczu arbiter pytał mnie gdzie jest ten INTER z przed roku ze starcia z Nagoszynem, gdzie w pierwszej połowie rozklepaliśmy rywala pokazując poukładaną grę. Nie ten mecz będzie naszym wzorcem do którego chcemy wrócić…



